Nie warto się oczywiście było śpieszyć z tą transakcją, bo każdy dzień pracuje na korzyść obniżenia tej ceny. Gdyby Włochów udało się przetrzymać jeszcze kilka dni, to być może cena byłaby o kilka miliardów niższa. 9 grudnia UniCredit musi bowiem podać informacje na temat dokapitalizowania u siebie

— mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł PiS Janusz Szewczak.

wPolityce.pl: PZU i PFR podpisały umowę z włoskim UniCredit, na mocy którego kupują ponad 32 proc. akcji Pekao za blisko 11 miliardów zł. To wysoka cena?

Janusz Szewczak: To bardzo istotne zdarzanie natury gospodarczej. Przypomnę jednak, że od lat alarmowałem, iż nie warto wyprzedawać i to często za bezcen majątku narodowego, w tym zwłaszcza banków. Bo kto nie ma banków we własnym kraju, ten ma niewiele do powiedzenia. Więc ta repolonizacja, czyli odzyskiwanie sektora bankowego, zdominowanego przez kapitał zagraniczny jest dziś konieczne. Pytanie oczywiście tylko za jaką cenę. Obecnie w Europie idą czasy bardzo ciężkie dla sektora bankowego, banki będą wyprzedawane i raczej będą tanieć, a nie drożeć. Kupujemy niecałe 33 proc. Pekao za kwotę blisko 11 miliardów złotych, nie jest to mało. Warto przypomnieć, że sprzedaliśmy ten bank w ramach wyprzedaży i nikt do dzisiaj za to nie poniósł odpowiedzialności. Sprzedaliśmy pakiet większościowy za 4 miliardy złotych Pekao i Włosi zarobili na tym banku w Polsce przez kilkanaście lat blisko 20 miliardów. Teraz jeszcze sprzedali go nam za blisko 11 miliardów, a więc łącznie jest to ponad 30 miliardów złotych. A jeszcze raz przypomnę, że kupili go od nas za 4 miliardy złotych. Tylko pozazdrościć takich operacji finansowych, takiej zyskowności dochodów.

W jaki sposób Pekao powinien być dzisiaj wykorzystany?

Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów tej transakcji, a one są ważne. Zobaczymy na ile jest gotowa przemyślana koncepcja, jakie będą decyzje personalne w stosunku do tego banku, bo przecież rządzili tam niepodzielni Włosi od pewnego czasu, a wcześniej doradca premiera Tuska Jan Krzysztof Bielecki. Z sektorem bankowym jest tak, że to to nie jest jakieś perpetuum mobile do zarabiania pieniędzy, jeśli zarząd banku podejmuje błędne, szkodliwe decyzje z powodu chciwości czy braku kalkulacji ryzyka. A to przecież miało miejsce w przypadku niektórych banków działających w Polsce jeśli chodzi o tzw. kredyty frankowe. Przypomnijmy, że bank kupiła spółka z udziałem Skarbu Państwa, czyli PZU i Polski Fundusz Rozwoju. Ważne jest to, żeby Polacy nie byli podwójnie przysłowiowym jeleniem. Chodzi o to, żebyśmy coś, co tanio sprzedaliśmy, drogo nie kupowali. Musi być bowiem pewna racjonalność ekonomiczna. Niewątpliwie taki bank mądrze wykorzystany do ważnych celów rozwojowych jest na pewno bardzo przydatny. Pytanie tylko czy w ogóle warto go było tanio sprzedawać. Niewielu wtedy było przeciwników tej transakcji. Pamiętam, że byłem odosobniony w krytyce tej wyprzedaży sektora bankowego. Warto pamiętać, że dzisiaj najbardziej polski rząd krytykują ci ludzie, którzy są odpowiedzialni za tę prywatyzację 1999 roku, z wicepremierem Balcerowiczem na czele.