„Ku Wolności”

Nie przebrzmiały jeszcze echa ostatnich strzałów kampanii wrześniowej, kiedy na Górnym Śląsku poczęły rodzić się różnego rodzaju inicjatywy, które zaowocowały powstaniem struktur konspiracyjnych stawiających sobie za cel odbudowę Państwa Polskiego. Z czasem większość powstałych wówczas spontanicznie organizacji złączyła się w jedną wielką formację – Armię Krajową. Jedna z takich organizacji powstałych na Górnym Śląsku wczesną jesienią 1939 roku nosiła nazwę „Ku Wolności”. Latem 1940 roku weszła ona w skład Związku Walki Zbrojnej (przekształconego w lutym 1942 roku w Armię Krajową), ale po serii wsyp, które dotknęły Okręg Śląski ZWZ, utraciła ona kontakt z kierownictwem tej organizacji i wznowiła samodzielną działalność. Po połączeniu z Polskim Związkiem Wolności działała pod nazwą PZW „Ku Wolności”, po czym ponownie wchodzi w skład struktur Armii Krajowej. Komendant PZW „Ku Wolności”, Adam Dawidowicz, tak opisuje w swej relacji początki organizacji:

„Już od połowy września [1939 roku – uwaga w.k.] zaczęli powracać do Katowic ci, których wojna nie zdołała zapędzić zbyt daleko. Najpierw ci, co zawędrowali tylko pod Miechów, Tunel, Charsznicę – potem ci, co zawędrowali dalej na wschód, w poszukiwaniu wciąż obiecywanej strategicznej linii oporu. Wracali teraz chyłkiem, pieszo, zmordowani ponad ludzką wytrzymałość, objuczeni resztką wyniesionego z domu dobytku – z rozpaczą w sercach, z upadlającym strachem w duszach.” Trzeba bowiem wiedzieć, że na wieść o przekroczeniu granicy Polski przez wojska niemieckie kolumny uchodźców ze Śląska ruszyły na wschód. Okazało się jednak, że przed szybko posuwającymi się formacjami Wehramchtu nie da się uciec... Wkrótce zaczęła się fala powrotów. Adam Dawidowicz pisze w swej relacji:

„Miasto witało ich z niespotykaną nigdy przedtem ani potem orgią jaskrawych dekoracji – pozostałość z dnia oficjalnego wkroczenia zwycięskiego napastnika. Olbrzymie transparenty „Wir danken unserem Führer”, „Führer wir folgen Dir”, Ein Volk, ein Reich, ein Führer” tonęły w powodzi swastyk, wieńców, portretów – z iście niemieckim brakiem umiaru, taktu i gustu. Okna i bramy domów ustrojone niczym ołtarze, obowiązkowo z wizerunkiem führera w pośrodku. Widok ten do reszty pognębiał i załamywał wynędzniałych wędrowców. Zdarzały się wypadki samobójstw. Nad udręczonym miastem unosiła się groza niedawnych egzekucji i bestialskich mordów, popełnianych na bohaterskich obrońcach – powstańcach i harcerzach. A potem na wszystkich, których rozpasane i bezkarne bandy uznały za „deutschfeindlich”. [...] W takim to nastroju podjęta została przez kilkunastu młodych zapaleńców myśl stworzenia tajnej organizacji dla walki z okupantem – walki w każdej formie. W dniu 12 października 1939 odbyło się pierwsze historyczne spotkanie organizacyjne w mieszkaniu „Kognackiego” przy ul. Drzymały 3. Zeszli się tacy, którym nie zbywało na odwadze i chęci czynu – „Hynek”, inicjator i dusza przyszłej organizacji, „Cynar”, „Jur”, „Jawor”, „Pogos” „Gąsior”, „Chowański” i „Adam” – synowie uchodźców z roku 1922, młodzież powstańcza, członkowie klubów sportowych – wychowani w domu w gorącej miłości ojczyzny, spadkobiercy tradycji walk o polskość Śląska. Uchwalono nazwę organizacji – „Ku Wolności” i na usilne nalegania „Cynara” postanowiono natychmiast przystąpić do wydawania gazetki pod tymże tytułem. Szybko rozdzielono funkcje w przyszłej redakcji: kierownik „Kognacki”, strona techniczna „Jur” i „Szumański”, personel piszący „Jawor” i „Gryf” (profesor gimnazjalny, historyk). Stronę graficzną opracowywał „Rechtor”. Pierwszy numer „Ku Wolności” ukazał się już w drugiej połowie października, na powielaczu, w nakładzie ośmiuset egzemplarzy – następne regularnie co tydzień aż do lutego 1940 r. W sumie organizacja zdołała wydać dwadzieścia numerów „Ku Wolności”, poszerzając stale zasięg terytorialny kolportażu. Pismo rozchodziło się już nie tylko w Katowicach i okolicy, ale korzystało z sieci zorganizowanego kolportażu w Chorzowie, Michałkowicach, Siemianowicach, Mysłowicach, Rybniku i Bujakowie. Kilka numerów zdołano nawet wydać drukiem w byłej drukarni wojewódzkiej przy ul. Francuskiej.”

Z kolei Seweryn Walkowiak tak opisuje początki działalności organizacji:

„Po utraceniu niepodległości, już pod koniec września i z początkiem października 1939 r. młodzież Śląska myślała o kontynuowaniu walki z okupantem niemieckim, organizując początkowo luźne i niezdyscyplinowane komórki konspiracyjne. Założycielem grupy Konspiracyjnej „Ku Wolności” był b. członek O.M.P.-u (Obóz Młodzieży Powstańczej), Galbierz Franciszek oraz członek Sokoła i Klubu Sportowego „Pogoni”, Bolesław Koźlik, którzy następnie nawiązali łączność z dawniejszymi znajomymi, a którzy należeli do różnych organizacyj społecznych i politycznych, często zwalczających się wzajemnie. Wkrótce też zorganizowano sztab organizacji, do którego weszli, oprócz wyżej wymienionych: Dawid Henryk, Czerny Alojzy, Walkowiak Seweryn, Dolata Edmund, Wiechoczek Jerzy oraz Chrószcz Paweł. Pierwsze odprawy odbyły się przy ul. Drzymały 3, później przy ul. Raciborskiej 31 b. w mieszkaniach organizatorów. Praca konspiracyjna grupy „Ku Wolności” szła w trzech kierunkach: 1) propaganda, 2) werbowanie oraz organizacja terenu, 3) szkolenie wojskowe oddziałów i prowadzenie dywersji i sabotażu. Zaznaczyć trzeba, że po upadku Warszawy przygnębienie Polaków doznaną kieską dochodziło do rozpaczy, czego dowodem były częste samobójstwa i załamania psychiczne. Dlatego też, jako pierwsze zadanie pracy konspiracyjnej, wysunięto wydawanie pisemka, któreby podtrzymywało Polaków na duchu, pokrzepiało słabe charaktery, jakich na Śląsku, jak zresztą i w innych dzielnicach Polski, nie brakowało. Redakcję pisemka, zwanego „Ku Wolności” powierzono prof. Stańczykowi Kazimierzowi, pseudo „Gryf”, oraz Walkowiakowi Sewerynowi, pseudo „Jawor”. Pierwszy numer tegoż pisma wyszedł w drugiej połowie października 1939 r. w nakładzie 800 egzemplarzy. Gazetka była niejako pokarmem duchowym społeczeństwa śląskiego i rozchwytywana była i ceniona; do dziś zachowało się kilka numerów tego pisemka. Roznosili je członkowie organizacji po całym Śląsku, przewożąc je w różny sposób, w koszach, w torebkach, w pończochach, w węglarkach itp. Jedenasty numer pisemka wyszedł już nakładem dwóch tysięcy pięćset egzemplarzy. Odbijano pismo początkowo na matrycy, później kilka numerów „Ku Wolności” drukował w drukarni niemieckiej, drukarz Rotecki Symforian. Techniczną stroną wydawania gazetki zajmował się Wiechoczek Jerzy oraz Frąckowiak Jan, który dostarczał wszystkich przyrządów technicznych. Böhm Jan opracowywał dział graficzny i ilustracyjny gazetki. Organizacja „Ku Wolności” w grudniu 1939 r. miała już zorganizowanych przeszło 1000 członków na całym terenie Śląska. Stosowany był system „piątek”. Organizację terenu powierzono Dolacie Edmundowi, który na skutek „wsypy” w 1941 r. musiał ukrywać się w b. G. G., gdzie nadal utrzymywał łączność ze Śląskiem.” Ale wróćmy do relacji Dawidowicza:

„Równolegle zwiększała się liczba członków organizacji, systemem trójkowym, potem piątkowym. Obmyślano nowe akcje, przybywali nowi ludzie. Z okazji ujawnienia pierwszych konfidentów i szpicli przystał do organizacji „Selim” – „Jolly” zorganizował pierszy oddział wypadowy dla akcji zbrojnych. Zwiększała się również stale ilość lokali organizacyjnych i punktów kontaktowych. Oprócz mieszkań „Kognackiego” i „Hynka” (dzissiejsza ul. Świerczewskiego 31f), organizacja miała dwie skrzynki przy ul. Kochanowskiego i Mikołowskiej i szereg kontaktów na prowincji.”

W uzupełnieniu warto zaznajomić się z ustaleniami Jana Bolesława Warchalika, który starał się rozpracować personalia osób, które w przytoczonej relacji ukrywają się za poszczególnymi pseudonimami. I tak: „Hynek” to Fraciszek Galbierz, „Kognacki” – Bolesław Koźlik. Oni to tworzyli ścisłe kierownictwo organizacji w pierwszym okresie niemieckiej okupacji. Uzupełniali je: „Chowański” – Henryk Dawid, „Cynar” – Alojzy Czerny, „Jawor” – Seweryn Walkowiak, „Jur” – Jerzy Wiechoczek, „Pogos” – Paweł Chrószcz. Gazetkę „Ku Wolności” redagowali: wspomniany już „Jawor”, a także „Gryf” – prof. Kazimierz Stańczyk,. Druk gazetki „ku Wolności” w niemieckiej drukarni umożliwiał „Drukarz” – Symforian Rotecki. Za stronę techniczną odpowiedzialni byli: „Jur” i „Szymański” (Jan Frąckowiak), a za stronę graficzną – „Rechtor” (Jan Böhm).

Tymczsem Dawidowicz w dalszej części swej relacji stwierdza:

„Gestapo, które w październiku i listopadzie 1939 gnieździło się jeszcze przy ul. Rymera, niewątpliwie dość szybko powzięło wiadomość o istnieniu pisma „Ku Wolności”, na pewno jednak stróże całości i bezpieczeństwa tysiącletniej Rzeszy nie przypuszczali nigdy, że redakcja działa tuż na sąsiednich ulicach. Kiedy w końcu listopada gestapo przeniosło się do nowej obszerniejszej siedziby przy ul. Powstańców (dawniejszy gmach „Roburu”) – organizacja nasza pokwitowała ten fakt paroma pokaźnych rozmiarów afiszami, które rozlepione zostały w pobliżu starej i nowej siedziby gestapo o treści następującej: „Poszukuje się pilnie szpicli, konfidentów i prowokatorów. Zgłoszenie Geheime Staatspolizei – obecnie Katowice, Powstańców 45”. Te dwujęzyczne ogłoszenia długo były przyczyną tłumionej wesołości u Polaków i wściekłości u nowych władców miasta. Inną okazją do ośmieszenia wroga była szeroko podjęta akcja rozpowszechniania hasła: „Wer polnisch sprecht, ist unser Feind”. Ulubioną zabawą członków organizacji było zręczne przerabianie na afiszach słowa „Feind” na „Freund”. W grudniu zostały rozrzucone w Katowicach i okolicy duże ilości własnych już ulotek z hasłem: „Wer polnisch sprecht, ist unser Freund”. W ówczesnym Arbeitsamcie katowickim została również przeprowadzona udana akcja ulotkowa z okazji odejścia pierwszego transportu Polaków na roboty do Rzeszy. Organizacja „Ku Wolności” wzywa w tych ulotkach rodaków do ucieczki i sabotażu. Pismo „Ku Wolności” i doraźne akcje ulotkowe były w tych ponurych czasach tryumfującego hitleryzmu jedynym pokrzepieniem dla Polaków na Śląsku, mimo naiwnej często treści. Akcja ta jednak coraz bardziej przypominała taniec wśród mieczów. Najbardziej zagrożeni musieli pospiesznie opuścić Katowice.” Seweryn Walkowiak stwierdza w swej relacji:

„Ku Wolności” miało swoje placówki dobrze zorganizowane w Katowicach, w Chorzowie, w Siemianowicach, Mysłowicach, Pszczynie, w Rybniku, Świętochłowicach, w Bielsku. Na wyróżnienie w pracach organizacyjnych terenu zasługują dwaj bojownicy o wolność i demokrację, a mianowicie Ruda Jerzy, który zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, a który minio zadawanych mu tortur nie zdradził nikogo, oraz żyjący jeszcze Chrószcz Paweł, któremu organizacja zawdzięcza olbrzymią pracę terenową oddziałów bojowych w powiecie chorzowskim.”

Ważnym ośrodkiem działalności organizacji „Ku Wolności” były Mysłowice. Jan Heliński, zeznając w dniu 3 stycznia 1972 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, powiedział:

„W październiku 1939 roku w mieszkaniu powstańca śląskiego, Piotra Kosmali, z inicjatywy jego syna Edwarda, zebrała się grupka dawnych harcerzy, uczniów szkół średnich gimnazjum mysłowickiego i uczniów Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych, wszyscy w wieku od 16 do 18 lat. Wśród nich był Tadek Miernecki (który w 1943 r. został przerzucony do GG, a w 1944 r. aresztowany i osadzony w Oświęcimiu. Zmarł po wyzwoleniu w 1946 r. w Mysłowicach na skutek nabytej gruźlicy), Stefan Stanicki, w 1942 r. wcielony do wojska niemieckiego – po wyzwoleniu wrócił jako żołnierz polski z Anglii, i ja. Na zebraniu tym byli też i inni, lecz nazwisk nie pamiętam. Był tam także starszy wiekiem mężczyzna, którego nie znałem i nie wiem dotąd, kto to mógł być. Mówiono na niego „Heniek" i miał przyjechać z Krakowa. [...] W listopadzie 1939 roku na zebraniu u Kosmali postanowiono wydać polskie ulotki i rozlepić je na terenie miasta. Na ich treść składała się: 1 zwrotka „Jeszcze Polska nie zginęła” i pierwsza zwrotka „Nie rzucim ziemi” i wezwanie do nie podporządkowywania się władzom niemieckim. Zadanie rozlepiania ulotek powierzono mnie. Wykonałem je w nocy z 25 na 26 listopada 1939 roku wspólnie z Stanisławem Nowakiem (nie harcerzem) i Franciszkiem Sikorą. Była to noc z soboty na niedzielę, wiec liczyliśmy na to, że polskie społeczeństwo idące na msze, będzie mogło przeczytać W dniu 27 listopada 1939 roku zostałem aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach.”

Dawidowicz, podsumowując pierwsze miesiące działalności organizacji, stwierdza:

„Nikt z tych, którzy w październiku pamiętnego roku 1939 powzięli śmiałą myśl wydawania pisma podziemnego, nie przypuszczał, że ich pismo będzie pierwszym zrywem niepodległego ducha polskiego w uciemiężonym kraju. Zważyć przy tym należy, że warunki pracy konspiracyjnej w Katowicach były niewspółmiernie trudniejsze niż gdziekolwiek w okupowanej Polsce centralnej.”

Wojciech Kempa