Podstawowym zadaniem, jakie miała do wykonania Armia Krajowa, było podjęcie w odpowiednim ku temu momencie akcji powstańczej celem wyzwolenia kraju. Do realizacji tego zadania przygotowywały się więc struktury ZWZ - AK nieprzerwanie przez cały okres okupacji. Tak też rzecz się miała z Okręgiem Śląskim Armii Krajowej, który w roku 1944 osiągnął stan ok. 45 - 50 tysięcy ludzi.

Komendant Okręgu Śląskiego AK, Zygmunt Walter - Janke, w książce W Armii Krajowej na Śląsku pisze:

„Rozpoczęto przygotowania planów opanowania terenu i poszczególnych ognisk walki zgodnie z zadaniem, jakie otrzymał Okręg z Komendy Głównej. Brzmiało ono: w chwili wybuchu powstania powszechnego (godzina „W”) opanować część wschodnią swego terenu (Inspektoraty oparte o granicę z Generalną Gubernią), zachodnią część zdezorganizować przez wzmocnioną dywersję. Dywersja miała objąć komunikację i czołowe osobistości niemieckie. W następnej fazie wspólnie z oddziałami Okręgów Krakowskiego i Kieleckiego oraz z Legionem Śląskim miała być opanowana zachodnia część Okręgu Śląskiego. Akcją w drugiej fazie miał kierować gen. Stanisław Roztworowski („Odra”) z Komendy Głównej, przebywający w Krakowie.”

Nieco dalej Zygmunt Walter - Janke uzupełnia powyższą informację:

„Teren, który miał być objęty powstaniem powszechnym, podzielony był na jego bazę i peryferie. Okręg Śląski był w szczególnej sytuacji. Jego wschodnia część, tj. inspektoraty sosnowiecki, bielski i wschodnia część inspektoratu Tarnowskie Góry, należała do bazy powstania i miała być w drodze walki zbrojnej opanowana. Natomiast inne tereny Okręgu, tj. inspektoraty katowicki, rybnicki i część zachodnia inspektoratu Tarnowskie Góry, miały ubezpieczyć tę walkę przez wzmożoną dywersję, zwłaszcza na komunikację i „główki” (element kierowniczy nieprzyjaciela). W drugiej fazie powstania miały wkroczyć do walki o zachodnią połać Okręgu – oprócz sił z jego części wschodniej, tj. 23 DP AK – dywizje krakowskie i kieleckie. Do dowodzenia tą akcją wyznaczony był gen. dr Stanisław Roztworowski, pseudonim „Odra”, który z niewielkim sztabem (Szef mjr Jan Górski, skoczek spadochronowy) przebywał w Krakowie. Ogniska walki były ustalone w oparciu o starannie przeprowadzony wywiad sił nieprzyjaciela. Gdzie był niemiecki garnizon, tak widziano ognisko przyszłej walki i przygotowywano zawczasu jej plan i siły własne dla jego wykonania.”

Tak więc wschodnia część Okręgu (Inspektoraty Bielsko i Sosnowiec, a także wschodnia część Inspektoratu Tarnowskie Góry) miała w godzinie „W” podjąć próbę opanowania terenu, zaś pozostałymi siłami Okręg Śląski AK miał ubezpieczyć tę walkę poprzez wzmożoną dywersję, zwłaszcza na komunikację i „główki” (element kierowniczy nieprzyjaciela).

Z myślą o walce o Śląsk utworzono związek operacyjny, na którego czele stanął gen. bryg. Stanisław Rostworowski ps. „Odra”, „Brzask” i którego szefem sztabu został mjr Jan Górski ps. „Chomik”.

Dodajmy, że nie przypadkiem to właśnie gen. Rostworowskiemu powierzono dowództwo nad jednostkami, które miały wziąć udział w bitwie o Górny Śląsk. W III Powstaniu Śląskim pełnił on funkcję szefa sztabu Naczelnej Komendy Wojsk Powstańczych. Można więc rzec, że jak nikt inny nadawał się do tego zadania.

Przypomnijmy, że planując walkę w III Powstaniu Śląskim, siły powstańcze podzielone zostały na trzy grupy operacyjne, z których największą i najsilniejszą była grupa „Wschód”, której zadaniem było opanowanie Okręgu Przemysłowego wraz z węzłem kolejowym w Łabędach. W tym czasie grupa „Południe” otrzymała zadanie opanowania terenu powiatów pszczyńskiego i rybnickiego, a także prawobrzeżnej części powiatu raciborskiego, obsadzenie linii Odry z przyczółkiem w rejonie Raciborza, a następnie rozwinięcie częścią sił natarcia w kierunku na Bierawę i Stare Koźle, by zapewnić osłonę południowego skrzydła obszaru operacyjnego powstania. Z kolei grupa „Północ” po opanowaniu Tarnowskich Gór, rozwinąć miała natarcia po osiach Lubliniec - Olesno, Zawadzkie - Fosowskie, Pyskowice - Toszek - Strzelce - Groszowice oraz Pyskowice - Ujazd - Sławięcice - Kędzierzyn, prowadząc równocześnie częścią sił działania partyzanckie na tyłach wroga. Po uchwyceniu wskazanych węzłów komunikacyjnych, pododdziały grupy „Północ” miały starać się utrzymać je do nadejścia sił głównych.

Warto zauważyć, że poszczególnym grupom operacyjnym z okresu III Powstania Śląskiego odpowiadały konkretne inspektoraty Armii Krajowej - grupie „Wschód” - Inspektorat Katowice, grupie „Południe” - Inspektorat Rybnik, a grupie „Północ” - Inspektorat Tarnowskie Góry.

Odnotujmy w tym miejscu, że północną część obszaru Górnego Śląska pokrywały i pokrywają rozległe kompleksy leśne - sprzyjające działaniom obronnym i organizowaniu zasadzek, korzystne do prowadzenia działalności partyzanckiej i utrudniające manewrowanie dużymi związkami taktycznymi, zwłaszcza po obfitych deszczach. Z kolei w południowej części tego terenu dogodną do obrony rubież stanowiła Odra, która co prawda nie była na tym odcinku istotną przeszkodą terenową, mogła jednak posłużyć jako osłona południowego skrzydła obszaru operacyjnego, tym bardziej że po jej ewentualnym przełamaniu przeciwnik miał przed sobą gęste kompleksy leśne (Lasy Rudzkie oraz Pszczyńsko - Kobiórskie). Z uwagi na rzeźbę terenu i poziom zalesienia był to region trudny do prowadzenia działań zaczepnych przez wojska regularne, za to korzystny do prowadzenia działań partyzanckich, a także do prowadzenia walk obronnych i pozycyjnych.

Regionem odgrywającym szczególną rolę był położony w centralnej części Górnego Śląska Okręg Przemysłowego. Był to, zresztą jest do tej pory, obszar gęsto zaludniony, a z punktu widzenia gospodarczego rolę jego wprost trudno przecenić. Tu wszak skupiało się 80% całej produkcji przemysłowej Górnego Śląska. Okręg Przemysłowym był też terenem silnie zurbanizowanym. Roman Umiastowski w wydanej w roku 1924 pracy Geografia wojenna Rzeczypospolitej Polskiej i ziem ościennych pisał:

„Na niewielkiej przestrzeni znajdują się gęsto porozmieszczane obok siebie kopalnie węgla, cynku, ołowiu i żelaza, koksownie, fabryki amoniaku, smoły, brykietów, wielkie piece, stalownie, walcownie, odlewnie, kuźnie, warsztaty konstrukcyjne, fabryki wagonów, maszyn, drutu, armatur, huty i walcownie cynku i ołowiu, fabryki przetworów węgla, ołowiu, kamieniołomy, wapniaki itp. Wszystkie te zakłady wystrzelają ku niebu tysiącem kominów, których dymy warstwą sadzy pokrywają okolice i szeregi murowanych, jak koszary, kilkupiętrowych domów. Przeplatają zbiorowiska budynków i kominów liczne tory kolei normalnej bądź wąskotorowej, budowanej ze względów oszczędnościowych w terenie o pewnej falistości. Zakłady fabryczne łączą kolejki linowe, a osiedla ludzkie - tramwaj.”

Podjęcie tu walki o charakterze powstańczym wymagało użycia dużej masy wojska, przygotowanego do prowadzenia walk w trudnym terenie oraz wyposażonego w sprzęt inżynieryjno - saperski. Wielkie aglomeracje o gęstej i zwartej zabudowie z licznymi zakładami przemysłowymi oraz zdeformowane przez działalność produkcyjną środowisko geograficzne stanowiły nie lada wyzwanie, z którym należałoby się w takim wypadku zmierzyć. Umiastowskie pisze dalej:

„Zagłębia ze swą wielką ilością zakładów przemysłowych, objektów murowanych, betonowych linij kolejowych wymagają specjalnych metod walki, zbliżonej do typu walk ulicznych. Wartość rzeczywistą przedstawiają one wtedy, gdy są czynne; wówczas są arsenałem wojennym. Każda ze stron musi przeto dbać o utrzymanie swych montanów w stanie nienaruszonym.”

Rzut oka na ówczesną mapę Górnego Śląska wskazywał więc, co zresztą przetestowano w III Powstaniu Śląskim, na istnienie dwóch dogodnych korytarzy, wzdłuż których biegły ważne arterie komunikacyjne. Pierwszy z nich, biegnący wzdłuż Kłodnicy, łączył Okręg Przemysłowy z Koźlem (przez Sławięcice i Kędzierzyn), drugi zaś wyznaczała oś Opole - Strzelce Wielkie - Pyskowice - Okręg Przemysłowy. Obydwa te korytarze znakomicie nadawały się do kanalizowania ewentualnych natarć i organizowania silnej obrony opartej o rzekę Odrę, masywy leśne nad Kłodnicą, pomniejsze zespoły leśne w rejonie Czarnocin - Olszowa - Zimna Wódka oraz naturalną pozycję ryglową, jaką był masyw Góry św. Anny.

Wiele uwagi poświęcono kwestii opanowania Śląska Cieszyńskiego (wraz z Zaolziem). Z myślą o tym utworzono Grupę Operacyjną „Śląsk Cieszyński”, do czego za moment wrócimy...

Tymczasem raz jeszcze zajrzyjmy do książki Zygmunta Waltera - Janke, który przywołuje odprawę w Komendzie Głównej AK, która odbyła się wiosną 1944 roku i w trakcie której rozmawiał z gen. Rostworowskim, nawiązując przy tej okazji do wydarzeń mających miejsce nieco wcześniej:

„Latem 1943 r. z ramienia Komendy Głównej przyjechał do Sosnowca na inspekcję Okręgu gen. Rostworowski („Odra”). Była to pierwsza i jedyna tego rodzaju wizytacja. Gen „Odra” brał udział w III powstaniu śląskim, Niemcy go znali. Miał charakterystyczny znak – wyraźną bliznę na głowie. Dał dowód odwagi i przywiązania do Śląska, decydując się na ten przyjazd. Ucieszyłem się z jego przybycia. Zakwaterowany został w Sosnowcu. Przedstawiłem mu sytuację w Okręgu. Obejrzał pracę w Obwodzie Sosnowiec, wreszcie oświadczył mi, że chce zobaczyć Inspektorat Rybnicki. Pojechałem z nim tramwajem do Katowic. Przy przejeździe przez Sosnowiec pokazałem rejon, gdzie tego dnia miał być wykonany napad dla zdobycia pieniędzy. Rzeczywiście w dwie godziny później patrol z oddziału partyzanckiego „Ordona” zdobył tam 172.000 marek. W Rybniku przejęła nas sztafeta Inspektoratu. Na naszą kwaterę przyjechał w nocy por. mgr Władysław Kuboszek („Rogosz”) i jego zastępca ppor. „Ren”, Paweł Cierpioł. Gen „Odra” przebywał w Inspektoracie trzy czy cztery dni. Sprawdził plan „W” Inspektoratu, rozmawiał z komendantami Obwodów. Z przedstawionego schematu organizacyjnego wybrał kilku dowódców plutonów i pojechaliśmy do nich. Zobaczył rzetelną pracę. Nigdzie nie natrafił na słowa bez pokrycia. Co było w planach, potwierdzał stan w terenie. W nocy przeprowadził rozmowy z inspektorem i oficerami sztabu Inspektoratu. Słuchał, czasem przekonywał. Nie nadużywał swojego stanowiska. Okazało się, że zdania i poglądy były bardzo różne. Zwłaszcza moje i generała poglądy różniły się bardzo. Obawiałem się, że te gorące dyskusje zniechęcą do mnie generała. Na najbliższej odprawie w Warszawie spotkałem go znów. Przyjął mnie z szeroko otwartymi ramionami, jak bliskiego i serdecznego przyjaciela. Gen „Odra” w 1944 r. przyjechał do Krakowa, przysłany przez Komendę Główną z zadaniem przejęcia dowództwa nad siłami trzech Okręgów - Kieleckiego, Krakowskiego i Śląskiego - w celu zdobycia i zajęcia zachodnich ziem Śląska. Jego szefem sztabu był kpt. Górski, saper, skoczek z Anglii.”

W skład sił, które miały wziąć udział w bitwie o Śląsk, wchodziły między innymi jednostki Okręgu Radom (Radomsko - Kieleckiego). Warto w tym miejscu zacytować fragment rozkazu operacyjnego nr 2/44 Komendanta Okręgu Radom z 24 lipca 1944 roku. Myśl przewodnią zadań na okres powstania powszechnego określono w nim następująco:

„Osłaniając się od wschodu na barierze Wisły opanować i utrzymać Radom, Kielce, Częstochowę, Skarżysko oraz wymienione w zadaniu lotniska. Po opanowaniu terenu być gotowym do działań zaczepnych w kierunku Śląska.”

Okręg Radomsko - Kielecki formował trzy dywizje piechoty: 7 Dywizję Piechoty AK w Inspektoracie Częstochowa (25 pułk piechoty odtwarzał dla niej należący do Okręgu Łódź Inspektorat Piotrkowski), 2 Dywizję Piechoty Leg. AK w Inspektoratach Sandomierskim i Kieleckim oraz 28 Dywizję Piechoty AK w Inspektoracie Radom, przy czym Inspektorat Puławski (Okręg Lublin) sformował dla niej 15 pułk piechoty (jeden batalion tego pułku odtworzony został w Obwodzie Garwolin Obszaru Warszawskiego).

Z kolei w zachodniej części Okręgu Kraków sformowano dwie grupy operacyjne, które podporządkowane zostały gen. Rostworowskiemu. Były to Grupa Operacyjna „Kraków” i Grupa Operacyjna „Śląsk Cieszyński”...

W składzie GO „Kraków” znalazły się dwie dywizje piechoty (6 i 106 DP), Krakowska Brygada Kawalerii Zmot. oraz Samodzielny Batalion Partyzancki AK „Skała”. Na czele GO „Kraków” stanął płk Edward Godlewski ps. „Garda”.

Z kolei zajmijmy się Grupą Operacyjną „Śląsk Cieszyński”, dowodzoną przez gen. bryg. Brunona Olbrychta ps. „Olza", który to wraz ze swym sztabem ulokował się niedaleko Kalwarii Zebrzydowskiej. 20 sierpnia 1944 roku gen. „Olza” wydał rozkaz, w którym szczegółowo określił zadania dla tych podległych mu pododdziałów, które formowane były na terenie Okręgu Kraków:

„Dtwo Grup. Oper. „Śląsk Cieszyński” Ściśle tajne. Potwierdzenie pisemne rozkazów wydanych ustnie M.p. 20 VIII 44. (Tylko do wył. wiadomości ob. ob.: Turni [płk Fr. Faix],) dcy 1 psp mjr/ppłk A. Stobrawa ps, „Borowy", inspektor inspektoratu Nowosądeckiego i dca 1 psp] i Dęba [kpt/mjr Władysław Wojas, komendant Podobwodu Kalwaria Zebrzydowska „Dęby",i dowódca 12 pp]).

Z dn. 1/VIII-44 obejmuję dtwo nad podobw. Dęby i nad obw. N. Sądeckimi jako dca Gr. Oper. „Śląsk Cieszyński".

Skład: 1 psp, 3psp, 4psp, 12pp i ew. sformow. pułk kaw.

Zadanie Grupy: Po rozpadnięciu się Niemiec skoncentrować się na grań. pol.-czeskiej z 1938 r. i w razie gdyby Czesi działali zaczepnie, nie dopuścić ich w granice państwa.

Zamiar mój: skoncentrować się całymi siłami w lasach na pd.-wsch. od Cieszyna - Marsz przeprowadzić w dwu kolumnach i opanować Cieszyn. Wykonanie: Kolumna płn. „Piorun" dca „Turnia " (równocześnie mój zca).

Skład: III/12, po czym. wszystkie oddz. znajdujące się na linii Zator-Dziedzice.

Zadanie: opanować równocz. z Rosjanami Zator po czym działać na Oświęcim, o ile ten byłby już przed tym zajęty przez AK, podporządkować te oddz. i skoncentr. się w lasach między Dziedzice a Chybie. Tu, po przeorganiz. się, być gotowym, na mój rozkaz, do uderzenia albo na, Cieszyn, albo na Karwinę. Łączność z kol. główną utrzymywać, albo na szosie Wadowice-Cieszyn, albo w lasach na pd. od tej szosy. Z rej. koncentr. utrzymywać łączn. z oddz. powstańczymi w Pszczynie i Wodzisławiu, ew. w Katowicach. - Obóz Oświęcimski zatrzymać, jako obóz, w myśl moich ustnych wskazówek. - Gdyby marsz szosą pn. nie dał się wykonać kolumna połączy się ze mną w kol. płd. Kolumna płd. - początkowo dca Dąb. Skład IV/12. Po opanowaniu Wadowic, włączy oddziały i sformuje II/12.

Zadanie: opanować Wadowice, po czym, po przeorganizowaniu się w 12 pp osiągnąć skraj lasów napd. między Andrychowem a Inwałdem, przy czym być gotowym do dalszego działania: wzdłuż szosy na Bielsko lub krajami lasów napd. od tej szosy.

Zadanie dla 1 psp: Wykonać Burzę wg kdta Okr. Kraków. Dwie komp. uzbroj. przerzucić jak najwcześniej w rej. Zawoja-Babia Góra (do oddz. partyz. „Babia" dca: Azor), gdzie dostaną osobiście ode mnie rozk. wymarszu, jako baon (OW Grupy) z zadaniem: przejść górami celem uderzenia na Cieszyn.- Zależność i wyżywienie od chwili przyjścia do Babiej Góry, wprost ode mnie. Oddz. ten, po wykonaniu zadania wchodzi automatycznie, łącznie z oddz. tam do niego przydzielonymi w skład 1 psp.

Zadanie dla reszty 1 psp: z pierwszymi patrolami rosyjskimi przemaszerować i skoncentrować się w rej. w lasach napd. miedzy Skoczowem a Cieszynem. Dla zabezpieczenia N. Sącza i N. Targu pozostawić niezbędną sieć organizacyjną, oraz siły nie większe niż cztery komp. Wyżywienie do okresu koncentracji, w ramach pułku, później przewidywana jest organizacja zaopatrzenia centralnego.

Moje m.p. przy kolumnie południowej.

/-/ Olza

OW grupy (2 komp. 1 psp) wyruszą na m. koncentracji gdy Rosjanie dojdą do N. Sącza.

Po przeczytaniu dokładnie zamelinować. Leszczyński [mjr/ppłk Władysław Moykowski, szef sztabu Grupy]”

W składzie GO „Śląsk Cieszyński” znalazły się: 21 Dywizja Piechoty AK, 12 Pułk Piechoty AK Ziemi Wadowickiej oraz pułk ułanów i Legion Śląski.

I tu taka ciekawostka - 12 Pułk Piechoty AK Ziemi Bocheńskiej, w składzie trzech batalionów, odtworzony został jako część składowa 6 Dywizji Piechoty AK w Obwodzie Bochnia. Nadto w Podobwodzie Krzeszowice sformowane zostało zgrupowanie 12 pułku piechoty w sile dwóch batalionów, które zwykło się traktować jako kadra zapasowa pułku. Na ten moment wszystko zdaje się być w porządku, ale... oto w Podobwodzie Kalwaria Zebrzydowska sformowany został ... 12 Pułk Piechoty AK Ziemi Wadowickiej. W jego składzie znalazły się cztery bataliony. Nadto kolejny batalion dla tegoż pułku formował należący do Okręgu Śląsk (Inspektorat Bielsko) Obwód Wadowice. Pułk ten został, wraz z 21 Dywizją Piechoty AK oraz pułkiem ułanów i Legionem Śląskim, podporządkowany dowództwu Grupy Operacyjnej „Śląsk Cieszyński”. Tak oto w Okręgu Kraków sformowano dwa pułki piechoty o tym samym numerze.

Trzon sił GO „Śląsk Cieszyński” stanowiła 21 Dywizja Piechoty Górskiej, w skład której weszły trzy pułki piechoty: 1 pułk strzelców podhalańskich sformowany został w Inspektoracie Nowy Targ (Okręg Kraków), 3 pułk strzelców podhalańskich w Inspektoracie Bielsko (Okręg Śląski), a 4 pułk strzelców podhalańskich w Podinspektoracie / Inspektoracie Cieszyn (również Okręg Śląski). Do tego dochodziły pododdziały zabezpieczenia bojowego oraz wszelkie niezbędne służby.

Ale wróćmy do tego, co napisał Zygmunt Walter - Janke:

„Wiosną 1944 roku otrzymaliśmy wytyczne do akcji „Bariera”. Miała ona polegać na masowym niszczeniu komunikacji, zwłaszcza kolejowej. Przerwa w ruchu musiała trwać co najmniej 24 godziny. Pierwsze takie uderzenie nosiło kryptonim „Wierzba”. Jego powtórzenie, które miało nastąpić kilka dni po pierwszym, zostało oznaczone kryptonimem „Grab”, Akcje „Wierzba” i „Grab” łącznie - to była właśnie „Bariera”. [...] Oddział operacyjny sztabu Okręgu i Kedyw uzgodniły z dowódcami terenowymi, że w Okręgu będą 92 cięcia linii kolejowych. Na tak wielką ilość przygotowano patrole, z tym że każdy patrol wykonywał tylko jedno cięcie. Taką przyjęto zasadę. Dowódcy terenowi utworzyli zespoły patroli i zapewnili nasłuch radiowy. Na tak wielką ilość cięć nie starczyło materiału wybuchowego. Trzeba było uciec się do rozkręcania szyn i wykolejania pociągów. W tym celu rozpowszechnione zostały instrukcje saperskie.”

Ostatecznie do realizacji akcji „Bariera” nie doszło, ale dla nas istotna jest informacja, że Okręg Śląski miał wyznaczone 92 cele do zniszczenia, gdy chodzi o linie kolejowe, i dysponować odpowiednią ilością patroli dywersyjnych przygotowanych do realizacji tego zadania. Otóż gdyby akcję taką udało się wykonać choćby częściowo, to górnośląski węzeł kolejowy zostałby całkowicie sparaliżowany na przeciąg wielu dni. Nie doszło też do uruchomienia działań przewidzianych planem powstania powszechnego.

W kwietniu 1943 roku Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem Rzeczypospolitej Polskiej. Z każdym dniem stawało się też coraz bardziej oczywiste, że postrzega on Polskę jako swój przyszły łup wojenny, że jego celem jest włączenie połowy terytorium Polski bezpośrednio do ZSRR i uczynienie z pozostałej części satelickiego tworu, w którym zainstaluje posłuszny sobie „rząd”. Władze polskie w Londynie znalazły się w bardzo delikatnym położeniu. Z jednej strony Związek Radziecki był „sojusznikiem naszych sojuszników”, z drugiej zaś nie krył on wrogich zamiarów wobec Polski. A tymczasem wojska sowieckie nieuchronnie zbliżały się do granic okupowanej przez Niemcy Rzeczypospolitej, granic uznanych przez ZSRR w traktacie ryskim.

W takich to okolicznościach w Oddziale Operacyjnym Komendy Głównej Armii Krajowej opracowano plan, któremu nadano krypt. „Burza”. Jego istotą było stopniowe uruchamianie akcji powstańczej - w miarę przesuwania się frontu. Oddziały AK miały atakować wycofujące się pod naporem Rosjan jednostki niemieckie, nawiązać współpracę z posuwającymi się w ślad za nimi jednostkami sowieckimi i wystąpić wobec tych ostatnich w charakterze gospodarza terenu. Zamierzano więc zadziałać metodą faktów dokonanych, demonstrując przy tym maksimum dobrej woli w stosunku do Sowietów.

W tym miejscu przypomnę, że akcja „Burza” polegać miała głównie na nękaniu straży tylnych wojsk niemieckich będących w odwrocie (na krótko przed pojawieniem się nacierających formacji sowieckich). W ramach „Burzy” oddziały AK, zgodnie z rozkazem gen. Sosnkowskiego, miały podejmować próby uchwycenia tuż przed nadejściem Armii Czerwonej dużych miast, by witać w nich wkraczających Rosjan w roli gospodarza. Dotyczyło to także Warszawy, o czym za chwilę... W założeniach akcja „Burza” miała mieć bardziej charakter demonstracji zbrojnej aniżeli akcji powstańczej.

Przeprowadzona ona została mimo to z ogromnym rozmachem. 4 stycznia 1944 roku niedaleko m. Sarny na Wołyniu wojska sowieckie przekroczyły przedwojenną granicę polsko - sowiecką. W tej sytuacji Okręg Wołyński AK przystąpił do realizacji „Burzy” - rozpoczęła się półroczna epopeja 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, zakończona jej rozbrojeniem przez Rosjan na Lubelszczyźnie.

Oddziały AK wzięły udział w walkach o Wilno, Lwów, Lublin i wiele innych miast i miasteczek, zadając przy tym Niemcom spore straty. Jednostki Armii Czerwonej, gdziekolwiek się pojawiały, wszędzie napotykały na swej drodze zgrupowania Armii Krajowej, zorganizowane w pułki i dywizje. Wszędzie też scenariusz był taki sam - dopóki trwały walki z Niemcami, jednostki Armii Czerwonej chętnie korzystały z pomocy AK, gdy tylko front się przesunął, atakowali swych dotychczasowych sojuszników, okrążali oddziały AK i zmuszali je do złożenia broni. Obozy i więzienia, które w spadku po Niemcach odziedziczyli Rosjanie, zapełniły się akowcami. Dziesiątki tysięcy żołnierzy Armii Krajowej wywieziono do obozów pracy w głębi ZSRR. Nic nie dały interwencje u naszych anglosaskich sojuszników.

1 sierpnia 1944 roku do walki w ramach „Burzy” przystąpiły oddziały Okręgu Warszawskiego AK. W tym momencie natarcie wojsk sowieckich stanęło i walki o Warszawę, zamiast planowanych kilku dni, ciągnęły się 63 dni i zakończyły się klęską walczących z ogromną determinacją powstańców.

Do bitwy o Śląsk Armia Krajowa przygotowywała się bardzo starannie. Ostatecznie do jej podjęcia nie doszło z uwagi na taki, a nie inny rozwój sytuacji ogólnej. Tymczasem w obliczu przedłużającej się walki powstańczej w Warszawie, komendant Okręgu Śląskiego podjął działania mające na celu wykonanie rozkazu Komendanta Głównego AK dotyczącego marszu na pomoc Warszawie. Zygmunt Walter - Janke tak o tym pisał:

„W sierpniu 1944 r. - w związku z powstaniem w Warszawie - zarządziłem koncentrację oddziałów partyzanckich w obozie ppor. „Hardego”. Przyszła kompania ppor. „Twardego” i drużyna olkuska por. Kluczewskiego („Pijok”). Inne oddziały szykowały się do marszu. Wieczorem zbierali się wszyscy wolni od służby przy obozowym aparacie radiowym, aby posłuchać komunikatów o walczącej Warszawie. Siedziałem razem z nimi. Każdy komunikat szarpał stare rany, poruszał nieskończony rejestr doznanych od wroga krzywd. Widziałem we wszystkich oczach nieme pytanie: kiedy ruszamy? Ale to nie była kwestia uczuć. Sprawę marszu na Warszawę należało dobrze przeanalizować. Najważniejsza była ilość broni i amunicji. Nie mieliśmy żadnych zapasów, nie dostaliśmy zrzutów. Ani jednej sztuki broni stromotorowej, a do walki z bronią pancerną posiadamy tylko butelki zapalające. I najgorsze - bardzo mało amunicji. Oddziały nie miały nawet jednej jednostki ognia na lufę. Zgrupowanie byłoby dość duże. Liczyłem na około 800 ludzi. Marsz był daleki, należało się liczyć z zużyciem amunicji w czasie marszu. Przyjść do Warszawy z pustymi ładownicami? Tam ludzi nie brakowało, brak było sprzętu i amunicji. Zdecydowałem się odwołać koncentrację i zrezygnować z marszu.”

Więcej o Okręgu Śląskim Armii Krajowej:

http://slaskipolska.pl/artykuly/587-jak-feniks-z-popiolow

Wojciech Kempa