Największe organizacje konspiracyjne na terenie Śląska Cieszyńskiego utworzyli w pierwszych tygodniach niemieckiej okupacji Paweł Musioł oraz Franciszek Kwaśnicki. W świetle ustaleń Juliusza Niekrasza, już w listopadzie 39 roku Musioł podporządkował się Józefowi Korolowi, jako dowódcy SZP, który to nakazał mu skonsolidowanie wszystkich organizacji działających na Podbeskidziu i w Cieszyńskiem. W grudniu 1939 roku Musiołowi podporządkował się Kwaśnicki, zostając jego zastępcą.

W lipcu 1940 roku Józef Korol przystąpił do tworzenia Związku Odwetu, jako wydzielonej do prowadzenia walki bieżącej struktury w ramach ZWZ, powierzając stanowisko jej komendanta na Okręg Śląski Kwaśnickiemu. Ten z kolei podzielił teren Okręgu na cztery „tereny działania”: Zaolzie (d-ca – Józef Kominek ps. „Stefan” z Karwiny), powiat cieszyński (Paweł Kurusu), teren żywiecko – bielski (d-ca – Franciszek Czudek z Cieszyna) oraz Górny Śląsk (d-ca – Stanisław Pernak z Chorzowa). Katastrofa przyszła zimą 1941/42. Juliusz Niekrasz w pracy „Z dziejów AK na Śląsku” pisze:

„Wbrew zasadom konspiracji Józef Kominek, komendant Obwodu Zaolziańskiego [Związku Odwetu], lubił odwiedzać lokale, a któregoś dnia wybrał się na wódkę ze swoim współpracownikiem, Wiktorem Borowcem, do restauracji w Karwinie. Przyszedł tam policjant niemiecki, Friemer, rodem z Zaolzia, który znał Kominka sprzed wojny, i dosiadł się do stolika. Rozpoczęła się libacja. Gdy już podpili, Kominek zapytał Friemera, czy za dobre pieniądze nie sprzedałby mu pistoletu maszynowego. Umówili się na spotkanie w dniu 13 grudnia, na którym miało dojść do zrealizowania transakcji. Kwaśnicki zganił Kominka za nieostrożność i kategorycznie mu zabronił iść na spotkanie. Kominek na spotkanie nie poszedł, lecz mimo to został 21 grudnia 1940 r. aresztowany. Gestapo poddało go wyrafinowanym torturom i zdołało wydobyć od niego szereg wiadomości.

Kwaśnicki nie zarządził alarmu, sam również się nie ukrył, błędnie sądząc, że gestapo niczego od Kominka się nie dowie i że sprawa nie wyjdzie poza obręb propozycji zrobionej w restauracji. Z rozmowy tej można się było łatwo wykręcić, tłumacząc się działaniem alkoholu, obrócić wszystko w żart i ewentualnie ponieść jedynie samemu ograniczone konsekwencje. Kiedy gestapo uzyskało szereg nazwisk, przystąpiło dnia 9 stycznia 1941 r. do pierwszych aresztowań. W tymże dniu ujęty został inż. Franciszek Kwaśnicki, W jego mieszkaniu gestapo urządziło kocioł trwający trzy doby. Wpadło do niego kilka osób: łączniczka Helena Kynast („Halszka”), Paweł Kurus (jeden z trzech braci Kurusów ofiarnie pracujących w ZO), łączniczka Bronisława Benesz („Krysta”), Stefania Michejdowa (wdowa po burmistrzu Cieszyna) i jeszcze kilka osób. Likwidując kocioł gestapo aresztowało także właścicielkę mieszkania, Zofię Kubisz. Torturami szybko zdobyło dalsze, nowe materiały.

W stosunkowo krótkim czasie gestapo objęło śledztwem 77 osób; wymieniam je w przypisach w tym samym uszeregowaniu, jak figurują w aktach policyjnych, a była to dopiero pierwsza faza śledztwa. Ponieważ ZO – jako pion organizacji ZWZ – był ściśle związany z Inspektoratem Cieszyńskim, doszło jednocześnie do częściowej dekonspiracji inspektoratu. Los, jaki spotkał aresztowanych, był przerażający. Ze szczególnym okrucieństwem torturowany był Kominek. Ciało miał czarne od bicia, potworzyły mu się ropiejące rany po zadawanych, a nie wygojonych razach. Zachorował na gruźlicę i zmarł 18 października 1942 r. [...] Po aresztowaniu Kwaśnickiego cała uwaga gestapo zwróciła się ku osobie inspektora, dr. Pawła Musioła. [...] W dniu 5 marca 1941 r. gestapo aresztowało Ludwika Walicę, który znał miejsce ukrywania się Musioła, co winno skłonić doktora do ponownej i natychmiastowej zmiany miejsca pobytu, lecz tego nie uczynił. W nocy z 6/7 marca gestapo ujęło Musioła w Cieszynie przy ulicy Bucewicza.”

W tym miejscu warto zaznaczyć, że w kwietniu 1941 roku Komenda Okręgu Śląskiego ZWZ mianowała nowego inspektora cieszyńskiego, którego personaliów nie udało się ustalić. a który to wkrótce doszedł do wniosku, iż nie jest w stanie rozpocząć pracy konspiracyjnej i wyjechał na dłuższy okres do Warszawy. Stosowną informację znajdujemy w raporcie por. Władysława Kuboszka do Komendy Okręgu z 3 lutego 1942 r., jako że już wówczas pojawiły się plany likwidacji zdziesiątkowanego Inspektoratu Cieszyńskiego i włączenia jego terenu do Inspektoratu Rybnik. Ale wróćmy do ustaleń Juliusza Niekrasza:

„Po aresztowaniu Musioła jego adiutant, Franciszek Potysz, starał się kontynuować działalność, utrzymywał kontakt z terenem, dawał w tym gorącym okresie konieczny instruktaż, informował o przebiegu śledztwa. W sierpniu 1941 r. Potysz został aresztowany i podobnie jak Ludwik Walica załamał się. Dnia 9 stycznia 1941 r. został ujęty Teofil Kocjan, który o organizacji mógłby powiedzieć bardzo wiele, lecz zniósł bohatersko wyrafinowane tortury niczego nie ujawniając. [...] Musioł, podobnie jak Kwaśnicki, stanął przed Oberlandesgericht w Katowicach, odpowiadał wraz z Teofilem Kocjanem, Karolem Mrugałą, Henrykiem Nowakiem, Ludwikiem Walicą i Janem Sosną. Rozprawa odbyła się w dniach 30 listopada i 2 grudnia 1942 r. Wszyscy, z wyjątkiem Sosny, który otrzymał osiem lat ciężkiego więzienia, skazani zostali na karę śmierci. Wyrok na inż. Franciszku Kwaśnickim został wykonany w katowickim więzieniu w dniu 19 grudnia tegoż roku. Wraz z nim stracony został Franciszek Czudek i 11 innych osób. Inspektor, dr Paweł Musioł, Teofil Kocjan, Karol Mrugała, Ludwik Walica i Henryk Nowak straceni zostali 19 lutego 1943 r. W tym dniu w katowickim wiezieniu zgilotynowano 21 skazańców. [...] Odpisy wyroków, jakie zapadły w sprawie członków ZO, przesyłane były do Berlina do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, co uwidocznione jest w aktach sądowych.

Żadna z próśb o łaskę nie została uwzględniona. Prośby o ułaskawienie, jakie przesyłane były przez obrońców do Kancelarii Rzeszy, były przed ich przedstawieniem kierowane do gestapo w celu zaopiniowania. Dla ilustracji można podać, że prośba obrońcy o łaskę w sprawie Józefa i Olgi, małżonków Stachurów , skazanych na karę śmierci, otrzymała taka opinie gestapo: „Dla skruchy i bezpieczeństwa konieczna jest kara śmierci”. Niektórzy z aresztowanych, nie wytrzymując tortur, popełniali samobójstwo. Władysław Rzyman wyklepał łyżkę na kształt noża i przeciął sobie nią żyły. Kierownik placówki wrocławskiej, inż. Józef Komórek, powiesił się dnia 24 stycznia 1941 r. w więzieniu w Cieszynie. Większości aresztowanych nie postawiono przed sądem, lecz skierowano do obozów koncentracyjnych — przeważnie do Oświęcimia. Śledztwo i aresztowania przeciągnęły się do końca 1941 r., w sumie ujęto ponad 300 osób.”

Zadanie odbudowy struktur konspiracyjnych na Śląsku Cieszyńskim powierzono harcerzom z Rydułtów - Janowi Margiciokowi i Leopoldowi Hałaczkowi, a także Teofilowi Wicie.

Leopold Hałaczek, używający pseudonimów „Tadek”, „Góra” i „Herman”, urodził się 29 września 1912 r. w Bottrop, w powiecie Rrecklinghausen w Westfalii, dokąd jego rodzice wyjechali w poszukiwaniu pracy. Po zakończeniu I wojny światowej wrócił wraz z ojcem na Górny Śląsk. Ojciec jego wziął udział w Powstaniach Śląskich, za co odznaczony został między innymi Krzyżem Walecznych, a po podziale Górnego Śląska podjął pracę jako urzędnik celny. Leopold Hałaczek w roku 1927, będąc uczniem rybnickiego gimnazjum, związał się z harcerstwem. W latach 1935 – 36 odbył zasadniczą służbę wojskową w Dęblinie, po czym podjął pracę jako urzędnik w kopalni „Charlotte” w Rydułtowach. Równocześnie był hufcowym miejscowego hufca. Jesienią 1939 roku wraz ze starszymi harcerzami rozpoczął działalność konspiracyjną w okolicy Rybnika. 18 grudnia 1940 roku został aresztowany w domu Margicioka w Rydułtowach i przewieziony do więzienia w Rybniku. Podczas wyprowadzania go do pracy zbiegł, po czym przybył do Jastrzębia, gdzie znajdowała się siedziba Inspektoratu Rybnik. Tam następnie się ukrywał.

Jan Margiciok, używający pseudonimów „Mały”, „Mazur” i „Dymitrow”, ale przede wszystkim znany jako „August”, urodził się 10 lipca 1915 roku w Kokoszycach koło Wodzisławia Śląskiego, z zawodu krawiec, podharcmistrz hufca harcerskiego w Rydułtowach. Aresztowany na początku 1941 roku, uciekł z pociągu w czasie transportowania go z Rybnika do Katowic, po czym, podobnie jak Hałaczek, ukrywał się w Jastrzębiu, w gospodarstwie Dominika i Elżbiety Kaniów, gdzie mieścił się doskonale zamaskowany schron Komendy Inspektoratu Rybnik, o którego istnieniu wiedziało niewiele osób.

Już w roku 1940 Margiciok i Hałaczek przeszli specjalne przeszkolenie u por. Franciszka Żymełki. Idealnie nadawali się do realizacji zleconego im zadania. Juliusz Niekrasz w pracy „Z dziejów AK na Śląsku” pisze:

„Przed wyjazdem na Zaolzie emisariusze zostali poinformowani, że w Orłowej mieszka godna zaufania rodzina Michnolów (Walenty Michnol służył przed wojną w policji konnej w Katowicach), u której zamieszkali. Margiciok nazywał się teraz Hans Joschke, a Hałaczek – Leopold Wala. Oficjalnie występowali jako agenci towarzystwa ubezpieczeniowego „Silesia-Versicherungs-Gesellschaft”. W kilka dni później sprowadzili do siebie do pomocy Teofila Wita („Waligóra”).

Praca „Augusta” przyniosła duże sukcesy. Dzięki pomocy inspektora i współpracy innych emisariuszy, jak Wilhelm Wawrzyńczyk („Jaś”) oraz współpracy innych emisariuszy, jak Walter Stefek („Sęp”) i szeregu innych osób szybko zaczął odbudowywać organizację, a stosując się do otrzymanych instrukcji, główny nacisk kładł na rozbudowę wywiadu. […] W 1942 r. kierowanie konspiracją w połączonych obwodach cieszyńskim i zaolziańskim przejął Leopold Hałaczem, natomiast Jan Margiciok poświęcił się całkowicie pracy wywiadowczej. Odtworzona przez Margicioka i Hałaczka organizacja objęła nie tylko Cieszyn, Trzyniec, Karwinę, Bogumin, Frysztat, Wisłę, Skoczów, Ustroń, ale nawet małe wsie. Organizacja posiadała szeregiem punktów kontaktowych, na przykład w zakładzie dentystycznym dr. Ernesta Winklera w Lutyni Dolnej, u ks. Józefa Adamieckiego w Jabłonkowie, w piekarni Tadeusza Cicheckiego w Boguminie i innych miejscowościach.”

Hałaczkowi do pomocy przydzielono nadto Jana Wawrzyńczyka, o którym to Juliusz Niekrasz pisze w taki oto sposób:

„Urodził się 8 listopada 1914 r. w Kokoszycach z Ziemi Rybnickiej, był synem górnika, skończył podchorążówkę piechoty, brał udział w kampanii wrześniowej, w konspiracji od jesieni 1939 r.; był kwatermistrzem Inspektoratu Rybnickiego. Wiosną 1941 r. został delegowany na odbudowy Obwodów Cieszyńskiego i Zaolziańskiego, z tej racji współdziałał z Janem Margiciokiem i Leopoldem Hałaczkiem.”

Z kolei Michał Heller stwierdza:

„Komenda Okręgu Śląskiego ZWZ, w celu ratowania zagrożonej na Śląsku Cieszyńskim konspiracji, skierowała tu w 1941 r. oficera Wilhelma Wawrzyńczyka pseud. Jaś, któremu podlegali wszyscy komendanci i dowódcy grup w zachodniej części regionu cieszyńskiego. Był on w ścisłym kontakcie z szefem siatki wywiadowczej August Janem Margiciokiem, i z oficerem polskim zrzuconym na ten teren z Anglii i przydzielonym do Okręgu Śląskiego ZWZ, którym prawdopodobnie był por. Stanisław Zawadzki, schwytany później w 1942 r. na Zaolziu. Wawrzyńczyk jesienią 1941 r. przeniósł swoją kwaterę do Cieszyna, gdzie w mieszkaniu Elżbiety Olszar urządził w listopadzie tego roku zebranie konspiracyjne; wskutek zdrady dom został otoczony przez gestapo, ale W. Wawrzyńczyk zdołał zbiec.”

Jaką dokładnie funkcję sprawował w kierownictwie Podinspektoratu Cieszyn Wilhelm Wawrzyńczyk, trudno jednoznacznie stwierdzić. Wiele wskazuje na to, że odpowiadał za prowadzenie walki bieżącej *partyzantka, dywersja, sabotaż), aczkolwiek trudno mieć tu pewność.

Jak to zostało przed chwilą wspomniane. Jan Wawrzyńczyk ściśle współpracował z cichociemnym Alfredem Zawadzkim. Juliusz Niekrasz w taki sposób opisuje osobę Stanisława Zawady:

„Porucznik Alfred Zawadzki („Kos") został zrzucony do kraju 8/9 kwietnia 1942 r.; miał zostać szefem Oddziału III operacyjnego w sztabie Śląskiego Okręgu, lecz przewidzianej dla niego funkcji nie otrzymał. Szefem Oddziału III był kpt. mjr Ewald Migula („Paweł”), jeden z najdzielniejszych i najbardziej operatywnych oficerów sztabu, doskonale wprowadzony w pracę i zadania Oddziału III, zdjęcie go z tego stanowiska byłoby błędem. Komendant Okręgu powierzył por. Zawadzkiemu inne zadanie; miał je wykonać na terenie Zaolzia. Jakie to było zadanie, nie umiem powiedzieć, dyrektyw komendanta nie znał nawet Migula. Pytałem go o to po wojnie, lecz nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć, nie wiedział nawet, że miejscem odkomenderowania por. Zawadzkiego było Zaolzie. Zawadzki używał na terenie Zaolzia pseudonimu „Stanisław Staszowski”. Nawiązał dobre kontakty między innymi z Wilhelmem Wawrzyńczykiem („Jaś”), kwatermistrzem Inspektoratu Rybnickiego, delegowanym na Zaolzie, z Janem Margiciokiem („August"), Leopoldem Hałaczkiem („Góra”, „Herman”), Józefem Żarnowskim („Bułka”) i z partyzantką w Beskidach, utrzymując z nią stały kontakt przez łącznika o pseudonimie „Juhas” (nazwiska nie znam). Por. Zawadzki objął kierownictwo wszelkich akcji dywersyjnych, prowadził wywiad, utrzymywał kontakty radiowe (dysponował aparatem nadawczym). Miejsce pobytu stale zmieniał, najczęściej zatrzymywał się w domu patriotycznej rodziny Teofila Piskorza (który jednak do organizacji nie należał) oraz w domu jego brata Henryka, żołnierza AK.”

Bezcenna jest tu dla nas ustna relacja wspomnianego przed chwilą Teofila Piskorza z 10 sierpnia 1967 roku, którą to spisał Józef Burek. Teofil Piskorz, który mieszkał w Łąkach nad Olzą, stwierdza w niej, że nie należał do AK, ale z nią współpracował. Natomiast należał do AK jego brat Henryk, który działał w strukturach konspiracyjnych w Łąkach oraz w Karwinie, gdzie pracował. O AK dowiedział się on od zakonspirowanych Karwiniaków. W dalszej części niniejszej relacji czytamy:

„Od czasu do czasu odwiedzał nas Smuż Franek i Widnic Karol, czł. AK (zastrzeleni w r. 1944 przy swych domach). Czasem przyjeżdżał też do nas z Suchej Górnej i Badura.”

Dodam w tym miejscu, że Smuża Franciszek i Widnic Karol (górnicy z kopalni „Gabriela”) zostali zgładzeni w zbiorowej egzekucji, która miała miejsce w Łąkach nad Olzą w dniu 8 września 1944 roku. Michał Heller tak o tym pisze:

Do tej egzekucji doszło 8 IX 1944 r., kiedy to rankiem zostali wywleczeni z domów i zamordowani: Karol Widnic – górnik z kopalni „Gabriela”, Polak, były członek PPS (naraził się E. Kroczkowi, odmawiając przyjęcia volkslisty); Rudolf Burian – górnik z kopalni „Gabriela”; Antoni Walek – krawiec; Franciszek Smuża – Polak, górnik z kopalni „Gabriela”. Najprawdopodobniej ofiary te należały do konspiracji w swoich zakładach pracy.

Z kolei Władysław Rzyman i Tadeusz Badura pojawiają nam się w pracy Michała Hellera w kontekście działalności Związku Odwetu, z okresu gdy kierował nim Franciszek Kwaśnicki. Później nie ma o nich słowa...

Ale wróćmy do relacji Teofila Piskorza:

„W kwietniu 1942 w czasie wprowadzania przez Niemców volkslist zjawił się u nas spadochroniarz angielski „Stanisław Staszowski”, „Janek”, który był zrzucony w nocy z 8/9 kwietnia 1942 r. koło Łowicza w Polsce. W połowie kwietnia 1942 r. zawitał do nas, dlaczego do nas, nie wiem. Po dłuższym pobycie u brata Henryka i u mnie nabrał zaufania do nas, a my do niego. Zwierzył się, że został zrzucony na samolocie angielskim, pilotowanym przez polskiego lotnika. Nie zdradził też swojego nazwiska, podał swoje pseudo – „Stanisław Staszowski”. Zawsze mówił, że to jest nieważne, kto bije Niemca, ale ważne jest, że się go bije. [...] U nas przebywał dość długo, rzadziej jednak u Henryka, gdzie było dużo dzieci, więc się bał, aby go nie zdradziły. W dzień wychodził na wywiad do sąsiednich wsi, na noc przychodził do mnie. Nocował także u innych dobrych Polaków. U Burka był tylko dwa razy. Ponieważ w domu miał zdrajcę w osobie teściowej „Szkopyrtoka”. U Henryka a częściej u mnie miał schronienie aż do jego zachorowania tj. do 20 października 1942 r. Z jego opowiadań wywnioskowaliśmy, że zna dobrze całe Zaolzie, znał niektórych żandarmów niemieckich we wsiach na Zaolziu, SA-manów, Blockleitrów NSDAP, znał również polskich nauczycieli w niektórych miastach i wsiach. Wiedział nawet, kto miał w Łąkach polskie Fingerabdrucki. Chodził też do Darkowa do Gałuszki, niestety to go zgubiło. W jego domu był punkt kontaktowy z gestapo cieszyńskim, a także punkt spotkań z członkami AK. [...] „Janek” miał także kontakt z tajnemi organizacjami w Jugosławii, w Polsce i Czechach. Stale przebywał w terenie, badał sytuację w miejscowościach zagrożonych, miał ścisły kontakt z partyzantami i członkami konspiracyjnemi na Śląsku po obu stronach Olzy. „Janek” przywiózł z Anglii 3 automaty Steny, które ukrył w bunkrze betonowym w lesie „Oblask”, miał krótkofalowy aparat radiowy, nie powiedział jednak, gdzie go ma ukryty. Nosił przy sobie pistolet, kaliber 9 mm. Każdy wieczór słuchaliśmy na sygnał bum... bum... bum... radia z Londynu i Tuluzy. Za kilka dni dowiedzieliśmy się m.in., kto był aresztowany przez gestapo, kto zginął w obozie konc. Dopiero w latach 1942/43 dowiedzieliśmy się, że wiadomości o popełnionych zbrodniach na Zaolziu wysyła „Janek” i jego współpracownicy. Powiedział nam także, do którego lekarza mamy chodzić. Wymienił dr A Paździory z Karwiny i dr Filipczyka ze Stonawy.”

W dalszej części relacji Teofila Piskorza, spisanej przez Józefa Burka, czytamy:

„Co pewien czas przekazywałem mu meldunki w czasie mojego pobytu w rodzinie o łęckich agentach gestapo, niebezpiecznych blockleitrach. Ostrzegaliśmy go, aby się nie wdawał w rozmowy z Łęczanami i Darkowianami, których dobrze nie znał. W późnej jesieni 1942 r. w nocy niespodziewanie wpadł do domu Teofila Piskorza żandarm niemiecki Karl Grabowski, do dziś żyje w Bytomiu – Pochwać, ul. Dymitrowa. Bił kolbą karabinu do drzwi i ryczał jak lew: „Aufmachen! sofort aufmachen, verstanden. Schnell aufmachen. Polizei, verstanden!” Szybko żona Piskorza budzi „Janka” i posyła do piwnicy, skąd nie ubrany bez butów ucieka przez okno do lasu. Grabowski rozkopał łóżka i szafy, ale nic nie znalazł, więc opuścił dom. Po odejściu Grabowskiego i nieznanego agenta Piskorzowa zaniosła „Jankowi” ubranie i buty. Z całego zajścia wynika, że to było zdradzone. Stanisław Staszowski opuścił na pewien czas dom Piskorzów, miał schronienie u Polaków w różnych miejscowościach. U Teofila Piskorza ukrywali się również czł. tajnej organizacji Tyrlik ze Suchej i Farnikowa z Olbrachcic, oboje później zginęli. Brat Henryk organizował na kopalni papierosy, żywność, lekarstwa dla partyzantów, dawał też wydatną pomoc ruskim jeńcom na kopalni. Szkoda, że nie brał od nich „bumaszek” za podarunki, dzisio by się przydały. Żona Henryka była łączniczką, woziła różne rzeczy do Olbrachcic i do Jabłonkowa, tam odbierała to inna kobieta, która nosiła te rzeczy partyzantom aż pod Kozubową i Baranią Górę. Przeważnie jednak przyjeżdżał do „Janka” łącznik, nazwiska my nie znali, mówił tylko, że go nazywają Juhas albo Baca. Juhas zabierał prowiant do pytla i w nogi. Janek często wyjeżdżał sam z towarem do gór. Był „kuty na wszystkie strony”, umiał trochę język czeski, niemiecki, angielski, a rosyjski znał perfekt. W czasie przeprowadzanych akcji przebierał się w mundur SA, innym razem jako wehrmachtowiec. Ze swoją grupą wpadał do rodzin niemieckich, zajadłych „Szkopyrtoków”, często wkurzył do czeskich volksdeutschów, którzy na Polaków donosili Niemcom. U Niemców robił rewizje, zabierał rzeczy, które były potrzebne dla członków podziemia i „chłopców z lasu”. Niestety, spadochroniarz nawiązał także kontakt i współpracę z Gałuszką, jako niby dobrym Polakiem i członkiem AK.”

Ale wróćmy do wydarzeń z przełomu lat 1941/42... Jak wynika z ustaleń poczynionych przez Tomasza Milera, autora monografii Inspektoratu Rybnickiego AK, pod koniec roku 1941 inspektor rybnicki, por. Władysław Kuboszek, nawiązał kontakt z desygnowanym przez Okręg inspektorem cieszyńskim z którym to kontakty były utrudnione z uwagi na to, iż rzadko przebywał on na terenie inspektoratu. Do spotkania obu inspektorów doszło 28 stycznia 1942 r. Omówiono wówczas plany dalszej współpracy. Tego samego dnia gestapo aresztowało jednego z delegowanych do pracy w sztabie „Cisu”, któremu udało się jednak zbiec z transportu. W marcu 1942 r. Inspektorat Cieszyński ostatecznie został zlikwidowany i jako podinspektorat przekazany pod komendę inspektora rybnickiego.

10 marca Kuboszek wydał rozkaz kierujący na teren przejętego podinspektoratu Jana Margicioka i Leopolda Hałaczka z zadaniem odtworzenia cieszyńskich struktur konspiracyjnych. Z rozkazu Kuboszka Hałaczek objął kierownictwo referatu wojskowego i zajął się organizowaniem obwodów podinspektoratu według przekazanego ze sztabu inspektoratu oleatu. Natomiast Margiciok otrzymał polecenie zorganizowania wywiadu. Na siedzibę sztabu podinspektoratu wybrano Orłową. Inspektor Kuboszek nalegał na pośpiech przy rekonstrukcji struktur, z zachowaniem najwyższej ostrożności. 26 marca na teren podinspektoratu przybył Paweł Cierpioł, który szczegółowo przedstawił kwestie dotyczące spraw organizacyjnych i budżetowych.

Taki obraz wyłania się z dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej w Katowicach, a w szczególności z dokumentów AK przejętych przez UBP oraz z protokołów przesłuchań wyższych oficerów Inspektoratu Rybnickiego AK składanych w toku prowadzonych przeciwko nim postępowań po zakończeniu wojny.

Czy można tę wiedzę w jakiś sposób uzupełnić? Ano zacznę może od relacji Stefanii Michnol – Szkutowej, w mieszkaniu której zamieszkali Hałaczek i Margiciok, a także Teofil Wita:

„Na wiosnę 1941 roku przyszło do mojej rodziny w Orłowej 3 Panów. Jeden był małej postawy, a dwaj – wysocy. Wynajęli u moich rodziców duży pokój. Trzech przybyszów przyprowadził do nas Erwin BRZEZINKA. Pochodził z Rydułtów. [...] Wszyscy trzej bojownicy mieli pseudonimy: 1) Leopold Hałaczek – „Leopold Wala”, „Wysoki”, „Tadek”, „Dolina” i inne. Był wyższej postawy i miał kręte włosy. 2) Jan Margiciok – „Hans Joschke”, „Mały”, „Dymitrow”, „August”... z zawodu krawiec, miał nogi na o, małej postawy, był sprytny, zmysł organizacyjny. 3) Teofil Wita – „Waligóra”, „Jurek”, „Wieczoek”, z zawodu kupiec. Wszyscy trzej byli spokojni, rozumni, ale za zbyt odważni. [...] Moi rodzice do ostatniej chwili nie wiedzieli, że Janek, Leopold i Teofil należą do ruchu oporu. Moja matka zupełnie niewinnie zginęła.”

Zwrócę w tym miejscu uwagę na to, iż według Stefanii Michnol – Szkutowej Margiciok, Hałaczek i Wita sprowadzili się do Orłowej już wiosną 1941 roku. To samo napisał w swej pracy „Ruch oporu na Śląsku Cieszyńskim” Michał Heller. Także Teofil Wita twierdzi w swej relacji, że na Zaolzie przybył (wraz z Margiciokiem i Hałaczkiem) już wiosną 1941 roku. To samo możemy przeczytać w życiorysie Jana Margicioka, sporządzonym przez Helenę Szolcową (żonę Leopolda Hałaczka), Antoninę Margiciok - Wagnerową (żonę Jana Margicioka) oraz Józefa Burka. Nie sądzę, aby wszystkie te osoby myliły się. I to do tego w tak istotnej dla nich sprawie.

Sądzę więc raczej, że Margiciok, Hałaczek i Wita rzeczywiście musieli przybyć na Zaolzie już wiosną 1941 roku, natomiast w marcu 1942 roku doszło do reorganizacji, w następstwie której Margiciok skupił się wyłącznie na sprawach wywiadowczych, natomiast kwestię przygotowania konspiracyjnego wojska do działań powstańczych pozostawiono w gestii Hałaczka. Zresztą podobnie rzecz przedstawia Zygmunt Walter – Janke...

Sytuacja, jaką zastali na miejscu, była niezwykle skomplikowana. Z raportu z inspekcji Cisu z 14 marca 1942 r. dowiadujemy się, że w terenie wciąż trwały aresztowania. W styczniu 1942 r. ich ofiarą padły 83 osoby, w marcu kolejne 5. W tej sytuacje ewentualne próby przejęcia tych jednostek, które funkcjonowały w terenie, wiązało się z ryzykiem dekonspiracji, a potencjalni nowi konspiratorzy, w obawie przed aresztowaniami, odmawiali wejścia w struktury konspiracyjne. Poważnym problemem był też pobór do armii niemieckiej, który objął roczniki od 1903 wzwyż, a który trwał do końca marca 1942 r. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że część wezwanych nie stawiała się przed komisje poborowe, w związku z czym Niemcy zaostrzyli kontrole mężczyzn w wieku poborowym.

Mimo to, prace organizacyjne posuwały się naprzód. Pod koniec 1941 r., nawiązano kontakt z grupami ZWZ z okolic Strumienia, którymi dowodził ppor. Rudolf Rychlik, a które przetrwały falę aresztowań. Miejscowa placówka obejmowała miejscowości Zabłocie, Bąków, Zbytków, Pawłowice, Bzie, Jarząbkowice, Drogomyśl, Mnich, Chybie, Ochaby, Nierodzim, częściowo wpływy Strumienia sięgały aż po Skoczów. Jednak z uwagi na prowadzoną w Skoczowie organizacje konspiracji, placówka strumieńska ograniczyła się do wyznaczenia trzonu organizacyjnego grupy skoczowskiej.

Z meldunku Leopolda Hałaczka, który nosi datę 9 maja 1939 roku (czy nie powinno być - 9 maja 1941?), podinspektorat „Cis” posiadał w pionie wojskowym trzy kompanie:

  • kompania Karwina z plutonami „Lilia”, „Konwalia i „Tulipan”
  • kompania Jabłonków z plutonami „Szarotka”, „Narcyz” i „Piwonia”
  • kompania Skoczów z plutonami „Storczyk, „Kalina” i „Niezapominajka”.

Poszczególne kompanie, jak zauważa Tomasz Miler, były bardzo liczne, a podawane liczby zbliżają je raczej do batalionów. Oto bowiem kompania Karwina liczyła 1049 żołnierzy, kompania Jabłonków wykazywała 339 ludzi, natomiast kompania Skoczów meldowała o 612 konspiratorów. Z kolejnych meldunków dowiadujemy się, iż do współpracy udało się pozyskać oficerów armii czechosłowackiej, którzy nie otrzymali przydziału do armii polskiej przed 1939 r., przy czym w pierwszej połowie 1942 r. zwerbowano dwóch oficerów czeskich w randze nadporucznika i porucznika, a do końca roku strukturach „Cisu” funkcjonowało już 25 oficerów armii czechosłowackiej pochodzenia polskiego w stopniu od podporucznika do nadporucznika, którzy otrzymali funkcję dowódców plutonów, kompanii, a jeden dowódcy batalionu.

Równolegle trwała rozbudowa struktur wywiadu, na czele której stał Jan Margiciok, a którą to Niemcy zdołali w dużej mierze rozpracować. W meldunku nr 117/43 z 25 lipca 1943 roku komendanta żandarmerii przy prezydencie Rejencji Katowickiej, sporządzonym po zakrojonych na szeroką skalę aresztowaniach, które doprowadziły do niemal całkowitego rozbicia struktur Armii Krajowej na Śląsku Cieszyńskim, czytamy:

„Przez wprowadzenie do organizacji naszych konfidentów udało się przeniknąć do grupy wywiadowczej działającej pod kierunkiem Margicioka i zidentyfikować kurierów oraz agentów pracujących dla niego i dla Halaczka lub ustalić ich nazwiska. W toku jednej z obław na członków ZWZ i jej rozgałęzienia 26 stycznia 1943 r. zostali najpierw zatrzymani Margiciok i Halaczek. [...] Mniej więcej w marcu 1941 r. Cierpioł przedstawił Margicioka kierownikowi inspektoratu ZWZ Kuboszkowi Władysławowi – pseudonimy: „Kuba, „Robak”, „Rokosz”, ur. 15 października 1912 r. w Wiśle Małej, powiat pszczyński, były polski prawnik, obecnie zbiegły – który dał mu polecenie zorganizowania ZWZ w powiecie cieszyńskim pod względem wojskowym. W związku z tym został on kierownikiem powiatowym ZWZ. Przydzielono mu przy tym, znanego z aktywnej działalności organizacyjnej, Halaczka. Po wykonaniu zadania i zorganizowaniu ZWZ, w marcu 1942 r. zlecono Margiciokowi utworzenie oddziału wywiadowczego na terenie okręgu Olzy, podczas gdy Halaczek przejął kierownictwo organizacji wojskowej. Margiciok podał, że organizacja ZWZ składa się z 4 oddziałów, a mianowicie: a ) wojsko, b ) wywiad, c ) pomoc społeczna, d ) administracja oraz że oznaczeniem podstawowym inspektoratu było „AA”. W dalszym ciągu okazuje się szczególnie ważne organizacyjne oznaczenie referatów wywiadowczych w ramach inspektoratu. Jak już wskazano, inspektorat pod względem informacyjnym pojawia się z oznakowanie „AA – BB”. Podporządkowane mu placówki powiatowe używały następujących znaków: Rybnik – „B – B1”, Pszczyna – „B – B2), Racibórz i Koźle – „B – B3), Cieszyn – B – B4”. Kierownikiem oddziału wywiadowczego inspektoratu w Krakowie [powinno być – w Rybniku] jest Cierpioł, który równocześnie podpisuje się jako odpowiedzialny zastępca Kuboszka. Wszystkie rozkazy wydane przez oddział wywiadowczy inspektoratu, przejęte przez tutejszą placówkę, miały w nagłówku znak: „AA – B”. Jeśli rozkaz przewidziany był dla jednego określonego powiatu, np. cieszyńskiego, oznaczenie brzmiało: „AA – BB 4”. Jako kierownik wywadu okręgu Olzy, Margiciok prowadził korespondencję z oddziałem wywiadowczym inspektoratu pod szyfrowanym oznaczeniem „B – B 4”, a później „B 4 AA”. W celu rozbudowy swej siatki informacyjnej zwrócił się on najpierw do byłego kupca Witta Teofila – pseudonimy: „Wieczorek”, „Skat”, „Waligóra”, „Jurek”, ur. 26 kwietnia 1917 r. w Rydultowach, rzym.-kat., zonaty, poddany Rzeszy (4 grupa niemieckiej listy narodowściowej), obecnie zbiegły – któremu przydzielił północną część swego terytorium, a mianowicie miejscowości: Bogumin – Miasto, Bogumin – powiat, Rychwałd, Lutynia Niemiecka, Piotrowice, Orlowa, Karwina, Frysztat – Miasto, Frysztat – powiat, Zebrzydowice, Stonawa, Olbrachcice, Skoczów – Miasto, Skoczów – powiat, Wisła, Goleszów, Strumień, Chybie, Dąbrowa, Piotrowice. Równocześnie urzędnikowi bankowemu Steffkowi Walterowi – pseudonim „Sęp”, ur. 14 października 1916 r. w Karwinie, rzym.-kat., kawaler, mający przynależność państwową niemiecką (3 grupa niemieckiej listy narodowościowej), zamieszkały ostatnio w Dąbrowie, powiat cieszyński, obecnie w areszcie – powierzył południową część okręgu Olzy wraz z miejscowościami: Cieszyn – Miasto, Cieszyn – powiat, Trzyniec – Miasto, Trzyniec – powiat, Gnojnik, Bystrzyca, Jabłonków – Miasto, Jabłonków – powiat oraz Istebna. W ten sposób powołanych zostało dwóch tzw. powiatowych podkierowników wywiadu, których zadaniem było w każdej z wymienionych miejscowości zwerbowanie odpowiednich agentów i zaprzysiężenie ich na rzecz polskiego ruchu oporu. Następnie wymienieni rozwinęli bardzo żywą i rozgałęzioną działalność wywiadowczą, o której w dalszych wywodach będzie jeszcze szczegółowo mowa. Z oddziału inspektoratu wywiadowczego Margiciok otrzymał 2 klucze szyfrowe z poleceniem, by wyjątkowo ważne informacje, jak np. zebrania agentów wywiadu albo inne tajne meldunki, podawać szyfrem [...] Równocześnie dostał on polecenie, by na użytek wewnętrznego obiegu informacji na podległym mu terenie opracował 2 klucze szyfrowe dla agentów oraz wyjątkowo ważnych poleceń lub meldunków. [...] Oddział wywiadowczy inspektoratu („AA – B”) przydzielił Margiciokowi następujące zadania do opracowania oraz przekazania jego podkomendnym – Wittowi i Steffkowi: 1. Ustalenie oddziałów wojskowych w okręgu Olzy, poszczególnych ich rodzajów broni, ich rozmieszczenia, siły i uzbrojenia. 2. Ustalenie transportów wojskowych kolejowych i szosowych. 3. Ustalenie wszystkich wojskowych pojazdów mechanicznych i samochodów. 4. Zbadanie lotnisk i składów amunicji. 5. Zbadanie wszystkich zakładów przemysłu zbrojeniowego i wydajności ich produkcji. 6. Ustalenie wszystkich ważnych dla gospodarki wojennej zakładów hutniczych, kopalni węgla oraz innych zakładów przemysłowych. 7. Ustalenie istnienia straży przemysłowej, jej siły i uzbrojenia. 8. Ustalenie poszczególnych placówek policyjnych z dokładnym podaniem ich siły i uzbrojenia. 9. Ustalenie placówek Tajnej Policji Państwowej, łącznie z ekspozyturami. 10. Ustalenie poszczególnych posterunków celnych straży granicznej, ich siły i uzbrojenia. 11. Podanie miejsc postoju SS, SA, NSKK i FSFK z dokładnym wymienieniem ich siły. 12. Zewidencjonowanie Polaków wysiedlonych i przesiedlonych. 13. Uzyskanie ważnych wiadomości politycznych i gospodarczych. Te pisemne zadania inspektoratu Margiciok przepisał na maszynie i odpisy wysłał Wittowi i Steffkowi z poleceniem, by je wykonali w ciągu miesiąca. Uzyskane informacje Margiciok zestawiał powiatami i przekazywał swemu mocodawcy, tj. inspektorowi. Jako placówka pośrednicząca pomiędzy oddziałem wywiadowczym inspektoratu a Margiciokiem funkcjonowała piekarnia Czibockiego Tadeusza – ur. 9 lutego 1912 r. w Mühlfurt, rzym.kat., żonaty, mistrz piekarski, poddany Rzeszy (3 grupa niemieckiej listy narodowościowej), zamieszkały w Nowym Boguminie, ul. Rudlofa Junga 84 – w której stale specjalni kurierzy składali sprawozdania lub odbierali materiały wywiadowcze placówki informacyjnej „B 4” (Margicioka). Tę skrzynkę listową wykorzystywały oddziały: A, D i C.”

Oswald Guziur i Mieczysław Starczewski w opracowaniu „Lido i Stragan. Ślązacy w wywiadzie AK” piszą, iż w poszczególnych miejscowościach podinspektoratu wywiadem kierowali: w Strumieniu – Karol Żertka, w Lutyni Polskiej – Emil Warchołek „Zygmunt”, w Lutyni Niemieckiej – Eugeniusz Popek „Lew”, w Suchej – Franciszek Walica „Walek”, w Łomnej Górnej – Władysław Opioł „Władek”, w Łomnej Dolnej – Adam Sikora „Baza”, w Jabłonkowie – Franciszek Burczyk „Ryś”, w Kaczycach i Kończycach – Władysław Golasowski „Wilhelm”, w Karwinie – Konstanty Grotzner „Solski”, w Łazach – Jerzy Sporysz „Jerzy”, we Frysztacie – Józef Walica „Igrek”, w Piotrowicach – Rudolf Trojek „Lis”, w Olbrachcicach – Izydor Kalisz „Gustlik”, w Trzyńcu – Franciszek Latoszyński „Funsiok”.

Meldunki szefów wywiadów z poszczególnych miejscowości odbierały łączniczki, które dostarczały je na właściwe terenowo punkty kontaktowe. Kurierkami były m.in. Anna Samcówna „Anusia”, była urzędniczka huty w Trzyńcu, Helena Pieknik-Szyja „Hela” z Frysztatu, Wanda Jędryszczak z Dziećmarowic, Józefa Wikler z Lutyni Niemieckiej, Elżbieta Zertka „Irenka” ze Strumienia, Antonina Margiciok-Wagnerowa „Tosia” z Rydułtów, Wanda Romik-Skrzypczak z Cieszyna, Helena Sikora ze Skoczowa, zamieszkała w Orłowej, Marta Chmiel „Mary”, Anna Wluka z Cieszyna.

Weryfikacji doniesień wywiadowczych dokonywali kierownicy obszarów, Wita i Steffek, po czym sporządzali raporty i przesyłali je na wspomniany punkt kontaktowy w Nowym Boguminie

Tymczasem przejdę do omówienia relacji wspominanego wielokrotnie Teofila Wity:

„Ja wstąpiłem do tajnej organizacji wojskowej już w październiku 1939 r. Nosiła nazwę Służba Zwycięstwu Polski. Organizacja ta działała na Górnym Śląsku. Ja należałem do komórki w Rydułtowach. Do organizacji wprowadzili mnie Janek Margiciok „August” i Leopold Hałaczek „Tadek”. Po rozbiciu SZP przez dłuższy czas ukrywałem się, ukrywał się również Margiciok. Hałaczek został aresztowany, ale uciekł z więzienia katowickiego, szukając schronienia u znajomych.”

Chodzi tu o wydarzenia z 18 grudnia 1940 roku, kiedy to doszło do masowych aresztowań w szeregach ZWZ na całym Górnym Śląsku. Aresztowany tego dnia w Rydułtowach, w domu Margicioka, Hałaczek osadzony został w więzieniu w Rybniku. W drodze na roboty przymusowe zbiegł i ukrył się w Jastrzębiu. Margiciok utracił wówczas kontakt ze sztabem inspektoratu, więc, z obawy przed aresztowaniem przeniósł się w Raciborskie. Jednak, mimo poczynionych kroków, w styczniu 1941 r. został aresztowany i przewieziony do więzienia w Rybniku. W czasie transportu z Rybnika do Katowic Margiciok zbiegł z pociągu i ukrywał się u Kaniów w Jastrzębiu, pozostając do dyspozycji inspektora.

Ale wróćmy do relacji Teofila Wity, który w taki sposób opisuje swoją działalność na Śląsku Cieszyńskim:

„W zakres mojego działania wchodziły sieci komórek w powiecie frysztackim: Karwina, Frysztat, Darków, Marklowice, Piotrowice, Łąki, Stonawa, Olbrachcice, w powiecie bogumińskim: Polska Lutynia, Niemiecka Lutynia, Dąbrowa, Orłowa, Rychwałd, Bogumin, w powiecie cieszyńskim: Cieszyn, Bystrzyca, Gnojnik, Jabłonków, Strumień, Chybie, Goleszów, Wisła, Istebna, Trzyniec. Szefem wywiadu i spraw organizacyjnych na całym Śląsku był Margiciok, znów szefem do spraw wojskowych był Hałaczek. Obaj byli naprawdę wielcy patrioci, byli nieprzejednanymi i zaciętymi wrogami hitlerowskich okupantów. Janek był świetnym organizatorem, cechował go spryt i przebiegłość. Hałaczka cechowała powściągliwość i ostrożność. W lutym 1942 ZWZ przemianowano na Armię Krajową (AK). Końcem roku 1942 była nasza organizacja silną jednostką wojskową, która liczyła na Zaolziu ok. 2.600 członków, a na Śląsku Ciesz. około 1.400 członków. [...] Kierownikami wywiadu i spraw organizacyjnych w terenie byli: Blacha, Sztefek i Warchołek. Przekazywali nam co pewien czas raporty, sprawozdania, pseudonimy zaprzysiężonych członków naszej organizacji.”

Przede wszystkim należy podkreślić to, że zdaniem Teofila Wity teren pozostający w jego gestii obejmował cały teren podinspektoratu, podczas gdy z szeregu znanych nam dokumentów miała mu podlegać, jako dowódcy sieci wywiadu, jedynie północna część Podinspektoratu. Być może miały tu miejsce jakieś zmiany personalne, których charakter pozostaje nie w pełni jasny. Kolejna rzecz, która rzuca nam się tu w oczy, iż podległy mu teren podzielony miał być na trzy, a nie dwie części, przy czym ich kierownikami mieli być Blacha, Sztefek i Warchołek, co zdaje się odpowiadać wskazanemu uprzednio podziałowi pionu wojskowego na trzy kompanie (bataliony). Tyle że mowa jest tu o „kierowniach wywiadu i spraw organizacyjnych w terenie”, co dodatkowo zaciemnia nam obraz.

Przy tym wiele wskazuje na to, że o ile „Sieć Augusta”, czyli pion wywiadowczy podinspekcji „Cisu”, podzielona była na dwie jednostki (północną i południową), o tyle pion wojskowy w tym samym okresie podzielony był na trzy obwody.

Świadczy o tym w szczególności wyciąg z dokumentu dotyczącego kryptonimów Okręgu Śląskiego AK, z którego wynika, że na przełomie 1942/43 (aż do marca 1943 r.) w Inspektoracie Rybnickim obowiązywały następujące kryptonimy:

„Raróg” – Inspektorat Rybnik

„Ryś” – Obwód Rybnik „Pantera” – Obwód Pszczyna „Renifer” – Obwód Racibórz / Koźle

„Kanarek” – Podinspektorat Cieszyn

„Kot” – Obwód Karwina „Cielec” – Obwód Cieszyn „Jeż” – Obwód Jabłonków

Z kolei zatrzymajmy się na moment na kwestiach związanych z dzialnością struktur konspiracyjnych w rejonie Karwiny. Na początek odwołam się do życiorysu sierż. pchor. Franciszka Blachy ps. „Boruta”, sporządzonego przez Józefa Burka w dniu 15.05.1951 roku (w Darkowie). Otóż Franciszek Blacha urodził się 4.03.1913 r. w Raju – Karwinie 4, pow. Cieszyn. Jego ojciec był górnikiem, a on sam ukończył szkołę ludową, po czym studiował ekonomię. Był adiunktem – agronomem. Ale przejdźmy do kwestii najbardziej nas interesujących:

„Już w listopadzie 1939 wstępuje do organizacji konspiracyjnej – Siły Zbrojne Polski. Jako żołnierz z kampanii wrześniowej organizuje tajną organizację – Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) w obwodzie Raj – Frysztat – Darków – Łąki – Marklowice – Zebrzydowice – Kaczyce. Zostaje mianowany przez Inspektorat Rybnik komendantem powyższego obwodu. Oprócz tego pełnił funkcję kierownika organizacyjnego, propagandy i wojskowości.”

Sprawą, na którą warto tu zwrócić uwagę, jest fakt, że w skład obwodu weszły zarówno tereny, które do roku 1938 należały do Polski (do polskiej części Śląska cieszyńskiego), jak i do Czechosłowacji (do Zaolzia). Nadto najwyraźnie nie podlegały mu tereny północnego Zaolzia (okolice Bogumina). Współgrać zdaje się z tym informacja, którą znajdujemy w oświadczeniu Rudolfa Pastuszka z Dolnej Lutyni, gdzie możemy przeczytać, iż „Franciszek Kocur z Lutyni był komendantem na obwód Bogumin – Lutynia." Wygląda więc na to, że istniały oddzielne obowy Karwina, na czele którego stał Franciszek Blacha, oraz Bogumin - z Franciszkiem Kocurkiem jako komendantem. Być może z czasem doszło do połączenia obydwu obwodów, na co wskazują przywołane wcześniej dokumenty.

Dodam w tym miejscu, że autor cytowanego uprzednio życiorysu Franciszka Blachy, Józef Burek, został właśnie przez niego wciągnięty do konspiracji. Oto w życiorysie Jana Margicioka, sporządzonym przez Helenę Szolcową (żonę Leopolda Hałaczka), Antoninę Margiciok - Wagnerową (żonę Jana Margicioka) oraz Józefa Burka, znajdujemy następującą informację:

„Do siatki wywiadu wciąga J. Burka komendant obwodu Frysztat podchor. Franciszek Blacha „Boruta” z Raja (Zaolzie). Pierwsze spotkanie nastąpiło w parku zdrojowym w Darkowie."

Z kolei w swoim życiorysie (dokument bez daty) Józef Burek napisał:

„Przysięgę składałem kierownikom placówek ZWZ naucz. Wł. Zapartowi i podchor. Fr. Blasze w parku zdrojowym w Darkowie. Zostałem kierownikiem rejonowym ZWZ, a później AK w rejonie Łąki n. Olzą – Darków – Frysztat – Karwina – Kopalnie. Należałem do sekcji wywiadu, znów w r. 1942 zorganizowałem komórkę sabotażową AK na kolei w Gliwicach, trójka: Burek, Artur Ondruch „Solony”, Józef Gajda „Pepa”."

Aby lepiej zrozumieć, jak to się stało, że Józef Burek organizował struktury konspiracyjne zarówno w Gliwicach jak i w Darkowie, przytoczę jeszcze jeden fragment jego relacji:

„Dnia 22.6.1941 r. zostałem wysłany razem z 4 Polakami na przymusowe roboty do Bahnbetriebswagenwerk Gleiwitz w Gliwicach, gdzie pracowałem z „orderem P” na klapie marynarki aż do 10.2.1944 r. Z Gliwic przyjeżdżałem każdą sobotę do Darkowa, mieszkałem przeważnie całą okupację do 1944 r. u mojej matki, ½ km od domu rodzinnego konfidenta Gałuszki."

Wróćmy tymczasem do relacji rzeczonego Teofila Wity:

„Kierownicy i komendanci poszczególnych oddziałów, grup i komórek dostarczali nam szczegółowe dane o: a ) Miejsce postojów transportów wojskowych, rodzaje ich uzbrojenia b ) Ustalenie ilości samochodów i motocykli wojskowych c ) Wyśledzenie magazynów i składów broni d ) Zbadanie, które zakłady pracy (fabryki) wyrabiają broń i części broni e ) Spis i zachowanie się miejscowych Schutzpolizei, Sicherheitspolizei, Sicherheitsdienst, członków Sturmabteilung (SA), Schutzstaffel (SS), National Sozialistische Kraft Kollone (NSKK), Hitlerjugend (HJ), Bund Deutscher Mädel (BDM), Bund Deutscher Osten (BDO) f ) Miejsce urzędowania i zamieszkania gestapo, policji, Blockleitrów w poszczególnych wsiach i miastach w całym tzw. Olsaland od Bogumina – Cieszyn – Bielsko g ) Nazwiska Werkschutzów, jak ustosunkowują się do Polaków h ) Spis Polaków przebywających w obozach konc., więzieniach, Polen-lagrach, na przymusowych robotach i ) Spis rodzin – wysiedlonych i wywłaszczonych j ) Zachowanie się Volksdeutschów i Reichsdeutschów do Polaków w poszczególnych gminach k ) Obserwacja Blockleitrów i współpracowników, hitlerowską policję i gestapo. Kierownicy i komendanci poszczególnych grup, oddziałów i komórek przekazywali materiały wywiadowcze w umówionych miejscach mnie i Margiciokowi. Raporty wzgl. meldunki przekazywał Margiciok za pośrednictwem kurierów do sztabu w Jastrzębiu wzgl. do Inspektoratu w Rybniku. Raporty były szyfrowane. Prawie wszystkie tajne materiały znał Gałuszka „Eskulap”, ponieważ ściśle z nami współpracował od samego początku do aresztowania wszystkich dowódców i całych grup z Zaolzia i Śląska Ciesz. Gałuszka posiadał spis członków zakonspirowanych nie tylko z Zaolzia, ale i z Krakowa i Wiednia.”

Z kolei zajrzyjmy raz jeszcze do relacji Stefanii Michnol – Szkutowej, w mieszkaniu której mieszkali Hałaczek i Margiciok, a także Teofil Wita:

„W swojej kwaterze, w wynajętym pokoju prowadzili całą administrację, wydawali rozporządzenia swym podkomendnym i kierownikom obwodów i rejonów. Mieli swoją maszynę do pisania i żółtą bibułę. Raporty i rozkazy pisali normalnym pismem, znów różne raporty do sztaby i inspektoratu pisali szyfrem. Ja pełniłam funkcję sekretarki, przepisywałam wszystkie pisma zebrane od kierowników i kurierów, natomiast adresy na kopertach wypełniali „Mały” lub „Tadek”. Mieli fałszywe dowody osobiste na powyższe pseudonimy. Jako pracownicy Ubezpieczalni nikomu nie podpadali, chodzili niby normalnie do służby. [...] „Stefka” KĘPNA pracowała w urzędzie gminnym w Orłowej, ściśle współpracowała z nimi, dostarczając im niemieckie druki i inne potrzebne papiery. Ona właśnie przygłosiła ich nielegalnie w urzędzie gminnym. Stefka zginęła w Ravensbrück. Obok nas mieszkała Pani DADOKOWA Stefania. Nazywaliśmy ją „Ciotka”. Jeździła do Ostrawy na zakup bielizny i ciepłej odzieży. Łącznicy przyjeżdżali do niej i znikali z ukrytym towarem. Później dowiedziałam się, że np. rękawiczki, zimowe nakrycia były przeznaczone dla więźniów i więźniarek w obozie konc. w Oświęcimiu, dla rodzin, których ojcowie siedzieli w obozach i więzieniach. Woziła nawet broń i granaty do gór partyzantom. Była po nas aresztowana i zginęła.” Przenieśmy się tymczasem do południowej części Zaolzia, w okolice Jabłonkowa. Oto Józef Mazurek, charakteryzując ruch oporu w rejonie Jabłonkowa, napisał:

„Do najodważniejszej organizacji Ruchu Oporu w Jabłonkowie i na terenie Śląska Cieszyńskiego należy niewątpliwie tajna organizacja antyhitlerowska, która miała swoją siedzibę w paszczy molocha hitlerowskiego, w domu samego hitlerowskiego kierownika powiatowego w t.zw. amtskomissariacie, Związek Walki Zbrojnej „ZWZ”, w domu kpr. Edwarda Fiszgrunda. Kierownikiem Ruchu Wolnościowego był pracownik umysłowy Franciszek Burczyk z G. Śląska przybył w 1938 r. do Jabłonkowa z Chorzowa, gdzie był urzędnikiem w Ubezpieczalni Kasy Chorych i po 1 IX 39 tu pozostał. Do organizacji tej należało około 100 zaprzysiężonych członków.”

Zastanawiająca jest tu liczba stu członków, którzy podlegać mieliby Franciszkowi Burczykowi. Tak duża liczba sugerowałaby, że nie tyle był on szefem miejscowej komórki wywiadu, co komendantem placówki. Wydaje się jednak, że komendantem placówki musiał być ktoś inny, o czym świadczą słowa samego Franciszka Burczyka, który składając w dniu 19 listopada 1973 roku zeznanie przed OKBZH w Katowicach powiedział:

„Do Jabłonkowa przeniosłem się w sierpniu 1940 roku w związku z pracą. Pracowałem najpierw na kolei, później w Amtskomisariacie – wójtostwo. Pod koniec 1940 roku wciągnięto mnie do ZWZ, które już istniało na Zaolziu. Przyszła do mnie Anna Samiec i Wanda Bocek. Powiedziały mi, że wiedzą, że jestem harcerzem – Polakiem i pytały mnie się, czy nie chciałbym pracować w organizacji. Wyraziłem zgodę na przynależność do ZWZ. Po jakimś czasie otrzymałem od nich zawiadomienie, gdzie mam się zgłosić i złożyć przysięgę na ręce Margicioka. Na przełomie lat 1940/1941 wyznaczono mi teren pomiędzy Nawsiem a Grudkiem koło Jabłonkowa. Opisały mi, po jakich znakach go rozpoznać, idącego drogą. Rzeczywiście spotkałem się z Margiciokiem, pochodzącym z Rydułtów, z zawodu krawcem, byłym harcerzem. Ten zapytał się, czy chcę należeć do organizacji ZWZ. Wyraziłem zgodę. Zaprzysiągł mnie na krzyżyk od różańca i następnie opowiedział mi na temat pracy. Mówił, że mamy się postarać o ludzi pewnych „do pracy” na terenie Amtskomisariatu. Oznajmił mi, że skontaktuje mnie ze swoim zastępcą Stefkiem. I rzeczywiście nastąpiło to parę miesięcy później na plebanii u ks. Adameckiego w Jabłonkowie, gdzie pełnił funkcję wikarego. Do czasu spotkania zdążyłem wciągnąć do organizacji Stanisława Lipowskiego z Piosków, Franciszka Strzelca z Mostów, Adama Sikorę z Dolnej Łomnej i Jana Mrozka z Milikowa. Stefek odebrał od nich przysięgę. Poza tym miałem dalszych współpracowników, o których ani Margiciok, ani Stefek nie wiedzieli. Z pracowników biura wciągnąłem 3 pracowników, a w terenie 4.”

Jedna rzecz mi tu nie pasuje – jeśli Burczyk składał przysięgę na przełomie 1940/41, to skąd tu Margiciok, który ewidentnie na tym terenie znalazł się później? Wydaje się, co zresztą koresponduje z cytowanym uprzednio meldunkiem komendanta żandarmerii przy prezydencie Rejencji Katowickiej, gdzie mowa jest o październiku 1941 roku (z kolei Michał Heller pisze, iż było to w pierwszych miesiącach 1942 r.), że Burczykowi pomylił się tu rok, co - biorąc pod uwagę to, iż od zdarzenia tego do momentu spisania rzeczonego protokołu minęło przeszło 30 lat - nie może dziwić.

Franciszek Burczyk nie wymienił Adolfa Pytlika, który bez wątpienia był jego podkomendnym. Dodam, że Adolf Pytlik urodził się 21 czerwca 1909 roku w Łazach k. Karwiny. Od roku 1936 mieszkał w Dolnej Łomnej, gdzie pracował jako nauczyciel. Jego relację spisał Wilhelm Przeczek, któremu Pytlik tak opowiadał o swoich wojennych przeżyciach:

„Z budynku gminnego musiałem się jednak wyprowadzić. Wojsko niemieckie mieszkanie splądrowało, okna i drzwi wyłamało, poszewki i zasłony zniknęły. Przeprowadziłem się do polskiego gospodarza, Jana Fojcika Na Rzece. Gdy po roku gospodarz ożenił syna, wyprowadziłem się do Jana Klimka Do Młynów, na granicę Bocnowic, zwaną również Na Zawodziu. Tu wstąpiłem do organizacji podziemnej AK, wykorzystując swą znajomość z sekretarzem Wilczkiem. Do 1941 r. byłem bez pracy, pomagał nam trochę teść, a ja chwytałem się różnych dorywczych zajęć. Raz spotkałem sekretarza Wilczka na drodze i ten mi poradził znaleźć sobie jakąkolwiek pracę. On mi ją zatwierdzi. Zgłosiłem się do pracy na pile Zwyrtkulana w Nawsiu. Prowadził ją zięć Hugona Cimały, również nauczyciel. Przyjął mnie od razu, ale ostrzegł: Uważajcie, bo jesteście pod obserwacją! Była tam już grupka mężczyzn – Sikorowie – Grzybkowie, Kantor i Heczko. Z początku tylko pomagałem, ale wkrótce nauczyłem się obsługiwać mały gater i ze starym Sikorą – Grzybkiem okorowywałem deski powstałe przy cięciu pryzm. Pewnego razu zjawił się na pile szef organizacji AK, Franciszek Burczyk. Umiał po niemiecku, stał się sekretarzem amtskomisariatu dla gmin Jabłonków. Mosty k. J., obydwie Łomne, Piosek, Bukowiec, Milików, Koszarzyska i Gródek. Urząd potrzebował zatrudnić wielu ludzi. Przyniósł rozkaz przejścia do Jabłonkowa i dodał, że nieusłuchanie rozkazu uważane będzie za zdradę. W Jabłonkowie pracowali już Santarius, Pastuszek, Heczko z Gródka, dwie Lipniówny, Strzelecki – wszyscy Polacy. My, zorganizowani, na narady przychodziliśmy do Strzeleckiego, gospodarza amtskomisariatu. W urzędzie podczas przerwy obiadowej przeglądaliśmy z Burczykiem pocztę. Pewną ciekawą korespondencję oddawaliśmy do przechowania księdzu Adameckiemu. Moim zadaniem było prowadzenie kartoteki. Odnotowywano w niej zmiany pobytu, przyjęcie volkslisty, legalizowanie odpisów, potwierdzenie legitymacji robotnikom na przejazdy pociągiem i autobusem do pracy itp.”

Ciekawą sprawą jest kwestia liczebności AK na Zaolziu. Cytowany uprzednio Rudolf Pastuszek z Lutyni Dolnej stwierdza:

„Członkowie SZP Jan Margiciok „Mały” i Leopold Hałaczek „Tadek” przybyli w r. 1941 na Zaolzie, gdzie zorganizowali silną organizację wojskową Związek Walki Zbrojnej (ZWZ). Liczyła ok. 2500 członków. Niestety zdradzona przez miejscowych konfidentów: dr. Gałuszki, ks. Fr. Topiarza i innych została w r. 1943 zupełnie rozbita.”

Pada tu liczba 2500 osób, które miały być zorganizowane w AK na Zaolizu. Z kolei Józef Burek pisze w swej relacji, że Armia Krajowa na Zaolziu w przeddzień aresztowań, które nastąpiły w styczniu 1943 r., liczyła 2600 ludzi.

Bodaj najlepiej zorientowany w tej materii zdaje się być Teofil Wita ps. „Waligóra”, który był najwyżej umocowanym w strukturach AK człowiekiem spośród tych, którzy przeżyli wojnę. Otóż w swej relacji, w której to określa siebie jako „zastępca kierownika wywiadu i organizacji na Zaolzie i Śląsk Cieszyński”, pisze on:

„Końcem roku 1942 była nasza organizacja silną jednostką wojskową, która liczyła na Zaolziu ok. 2600 członków, a na Śląsku Ciesz. około 1400 członków.”

Tak więc zdaniem Teofila Wity, struktury konspiracyjne Armii Krajowej na tym terenie pod koniec 1942 roku liczyły 2,6 tys. ludzi na Zaolziu i ok. 1,4 tys. w polskiej części Śląska Cieszyńskiego.

Tymczasem oddajmy głos Tomaszowi Milerowi, autorowi monografii o Inspektoracie Rybnickim Armii Krajowej:

„Wraz z prowadzeniem działalności operacyjnej, dowództwo podinspektoratu przygotowywało powojenne kadry administracyjne dla powiatu Cieszyn. Na jednym z zebrań sztabu wysunięto kandydaturę na starostę cieszyńskiego w osobie członka podziemia Szpiczaka. Dzięki informacjom agenta „B” ustalono, że Szpiczak jest członkiem TON, a więc organizacji, która wciąż pozostawała poza zwierzchnictwem AK i w związku z tym zachodziło niebezpieczeństwo infiltrowania AK przez niego. Po naradzie Hałaczka „Doliny” z kierownikiem spraw cywilnych ostatecznie wycofano kandydaturę Szpiczaka. Już w sierpniu 1942 r. pojawiła się możliwość zacieśnienia współpracy z TON. Krakowski Okręg TON zwrócił się do dowództwa podinspektoratu z propozycją współpracy i jednocześnie, w związku z częstymi aresztowaniami i osłabieniem struktur TON, nalegał na pośpiech. Jednostki podinspektoratu potwierdziły obecność działającej grupy TON w okolicach Jabłonkowa. Wówczas dowództwo inspektoratu nie podjęło jednak dalszych kroków w kierunku rozwinięcia współpracy z TON. [...]

Pod koniec 1942 r. podinspektorat cieszyński wszedł w kontakt z jedną z czeskich organizacji konspiracyjnych o nazwie „Bílý Lev”. W wyniku rozmów, prowadzonych w wyjątkowo sprzyjającym klimacie, Margiciok uzyskał od jednego z członków tejże organizacji zapewnienie, Józefa Góralczyka, że w razie wybuchu powstania ich organizacja jest gotowa podporządkować się pod rozkazy AK.”

Wojciech Kempa