Od Państwa hojności zależy, czy uda się wydać pierwsze trzy tomy opracowania Okręg Śląski Armii Krajowej, będącego plonem mojej wieloletniej pracy. Liczę, że uda mi się dzięki niemu przynajmniej częściowo ocalić od zapomnienia wysiłek i ofiarę dziesiątków tysięcy ludzi, których poświęcenie i odwaga osiągnęły poziom wręcz niespotykany. A wiedzieć trzeba, że na tym terenie panowały warunki szczególne, które starałem się w niniejszej pracy naświetlić, a które to sprawiły, że działalność konspiracyjna była tu bez porównania trudniejsza aniżeli w innych regionach Polski i związana była z o wiele większym ryzykiem. Mało kto zdaje sobie dziś sprawę z tego, jak ogromną cenę zapłacili miejscowi Polacy za wierność Ojczyźnie.

Armia Krajowa kojarzy się dziś Polakom, także tym, którzy mieszkają na Górnym Śląsku czy w Zagłębiu Dąbrowskim, przede wszystkim z Powstaniem Warszawskim, czasami także z partyzantką na Lubelszczyźnie i Kielecczyźnie, być może jeszcze gdzieś w Beskidach. Niektórym kojarzy się ona także z działaniami prowadzonymi w ramach akcji „Burza", przede wszystkim na dalekich Kresach Wschodnich, a więc z walkami o Wilno i Lwów, z epopeją 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty, a nadto z obroną ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej przed UPA.

Mało kto jest w stanie cokolwiek powiedzieć o Okręgu Śląskim Armii Krajowej. A przecież należał on do najliczniejszych w skali kraju. Wynika to zapewne z faktu, że działalność AK na tym terenie nie obfitowała w tak spektakularne akcje zbrojne jak te, o których napisałem przed momentem. O ile akowcy w Warszawie ginęli przede wszystkim w walce - z bronią w ręku, o tyle tutaj śmierć ponosili oni głównie w egzekucjach - na gilotynie, na szubienicy czy pod ścianą śmierci w KL Auschwitz.

Nie umilkły jeszcze ostatnie strzały kampanii wrześniowej, gdy na Górnym Śląsku oraz na Śląsku Cieszyńskim zaczęły powstawać pierwsze organizacje konspiracyjne, które z czasem złączyły się, by jako Armia Krajowa podjąć walkę o wyzwolenie polskiej ziemi spod niemieckiej okupacji. Systematycznie rozbudowywano struktury konspiracyjne, których nie zdołały rozbić kolejne fale aresztowań, o wiele dotkliwsze aniżeli w innych regionach kraju. Gromadzono broń, opracowywano plany na czas powstania, a nadto prowadzono działalność wywiadowczą, dywersyjną i sabotażową, ale także i bojową, jako że na terenie Okręgu Śląskiego przez cały okres niemieckiej okupacji, praktycznie bez chwili przerwy, funkcjonowały oddziały partyzanckie, które w roku 1944 rozwinęły się do poważnych rozmiarów.

Nie zaniedbywano również działalności informacyjnej i propagandowej, czego przejawem były liczne tytuły prasy podziemnej, a ponadto wiele energii wkładano w pomoc więźniom i rodzinom, których żywiciele ponieśli śmierć bądź znaleźli się w więzieniach lub obozach koncentracyjnych.

Przygotowania do podjęcia otwartej walki z okupantem nie zostały zwieńczone powstaniem. Oczekiwany rozkaz nie nadszedł, a klęska okupanta niemieckiego nie przyniosła oczekiwanej wolności. Armia Krajowa została formalnie rozwiązana 19 stycznia 1945 roku, ale teren Okręgu Śląskiego w tym czasie wciąż jeszcze pozostawał pod okupacją niemiecką, tak więc rozkaz ten w żaden sposób nie wpłynął na jego działalność. Trwał on zresztą w konspiracji jeszcze przez wiele miesięcy po przejściu frontu i zainstalowaniu tu władzy komunistycznej, trwał w niej nawet po kapitulacji III Rzeszy. Taki stan trwał do 25 września 1945 roku, kiedy to komendant Okręgu, ppłk dypl. Zygmunt Walter - Janke, wydał swoim podkomendnym rozkaz ujawnienia się w ramach ogłoszonej przez komunistyczne władze amnestii.

Kolejne lata przyniosły byłym akowców straszliwe prześladowania. Praktycznie wszyscy oni, jeśli tylko wiedziano o ich przynależności do AK, byli poddawani inwigilacji i szykanom. Wielu z nich trafiło do więzień, wielu skazano na karę śmierci i stracono. Także ppłk Zygmunt Walter - Janke skazany został na najwyższy wymiar kary, jednakże wyrok ten zamieniono mu następnie na dożywocie. Stan taki trwał do drugiej połowy 1956 roku. Po „odwilży październikowej" 1956 roku AK przestała być już „zaplutym karłem reakcji". Akowcy mogli wreszcie oficjalnie zacząć mówić o swojej działalności w okresie drugiej wojny światowej, formalnie zaczęli być uznawani za kombatantów. Ale...

Warto w tym miejscu przytoczyć treść Notatki Służbowej z 3 grudnia 1957, pod którą widnieje podpis kapitana Służby Bezpieczeństwa W. Danielewicza, naczelnika Wydziału III:

„Po październiku 1956 r. b. działacze organizacji A.K., tak na terenie Katowic, jak również w innych miastach naszego województwa wzmogli swą działalność, z jednej strony na platformie ZBOWiD-u, a z drugiej przez organizowanie się i nawiązywanie wzajemnych kontaktów między sobą, celem utrzymania b. członków A.K. w gotowości na wszelką ewentualność.

Zamiarem ich w początkowym okresie było wykorzystanie ZBOWiD-u jako trybuny propagandowej dla gloryfikowania zasług Armii Krajowej w walce z hitleryzmem, pozyskanie sympatii społeczeństwa i sugerowanie należnej im roli w życiu państwowym. ZBOWiD miał być także odskocznią do windowania b. członków AK na różne stanowiska w aparacie gospodarczym, co niejednokrotnie do chwili obecnej udawało się.

Ponieważ ożywiona działalność pod szyldem ZBOWiD-u zwraca uwagę władz i różne zapędy z ich strony są zdecydowanie tępione, doszli do przekonania, że na platformie ZBOWiD-u nie doprowadzą swych zamierzeń do końca. Działalność według nastawienia „gór AK-owskich” winna być bardziej ostrożna i przemyślana, a więc z powodu ograniczenia oficjalnych możliwości w ZBOWiD-zie będzie ona zawsze bardziej ukryta.

Główne nastawienie wśród b. członków AK sprowadza się obecnie do utrzymania między sobą ścisłych kontaktów, podtrzymywać się wzajemnie na duchu, wiedzieć gdzie kto przebywa, różnymi sposobami zdobywać zaufanie w społeczeństwie i przygotować jak największą masę swych członków do wystąpienia w razie konfliktu wojennego lub innej zawieruchy. Z uwagi na to, że kler jest w lepszym położeniu i obecnie rozwija ożywioną działalność „góry akowskie” dają nastawienie, aby AK-owcy w całej swej masie popierali ich politykę i by ośrodki te pozyskały społeczeństwo i izolowały Partię.”

Nie były to już takie represje jak w drugiej połowie lat czterdziestych i pierwszej połowie lat pięćdziesiątych, jednakże w dalszym ciągu daleko było do tego, by akowcy mogli zacząć swobodnie oddychać. Podsłuchy, rewizje, przesłuchania, wywiady środowiskowe, szykany w miejscu pracy, problemy z awansem, z otrzymaniem paszportu... - sytuacja taka absolutnie nie sprzyjała pracom badawczym, czy też gromadzeniu materiałów, które dokumentowałyby wydarzenia z przeszłości, jako że te w każdej chwili mogły wpaść w niepowołane ręce. A czas biegł nieubłaganie...